Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
na jednym ze wzgórz kampali - nie wliczanym do oficjalnego grona 7 wzgórz na których wzniesiono to miasto - wybudowano w latach siedemdziesiątych świątynię bahai. a takich świątyń na całym świecie jest tylko parę - na każdym kontynencie jedna. inne znajdują się m.in. w chicago, frankfurcie i new delhi. otoczenie dookoła świątyni to jedno z najprzyjemniejszych miejsc kampali i jeden z niewielu publicznych terenów zielonych. każdy jest tutaj mile widziany tak jak i każda religia świata ma w tej świątyni swoje miejsce i swoją księgę. jak mówi przewodnik przed zaproszeniem do środka - god is glorious. wszystkie religie mają wspólny mianownik a różnią się sposobem reprezentacji pankosmicznej boskości.
skorzystaliśmy z gościny tych pięknych ogrodów dookoła świątyni i to tutaj walter opowiadał mi przez blisko godzinę o historii ugandy i królestwie buganda. o historii w której pierwszymi białymi ludźmi, którzy pojawili się w ugandzie byli arabowie, o historii w której to ówczesny kabaka bugandy zaprosił misjonarzy ewangelickich... po których przyszli i katoliccy, ale ci już przybyli bez zaproszenia i o walce pomiędzy misjonarzami o to, kto lepiej śpiewa i kto bardziej porywa tłumy.


Komentarze
Prześlij komentarz