Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
zaraz zbieram się do jinja. po wczorajszej rozmowie z kasią próbowałam również dodzwonić się do jedynego backpackerskiego miejsca w murchison falls national park... bo moja wizja tego, czym jest park narodowy różni się najwidoczniej od tutejszej rzeczywistości ;) póki co bezskutecznie dzwonię. również tajemniczy numer do osoby, która wie coś więcej o cobati, milczy. trochę mam wrażenie, że od dzisiaj zaczyna się prawdziwa prawdziwa podróż, bo przez koleny miesiąc będę podróżować już sama - zobaczymy, jak to wyjdzie w praniu, w każdym razie dziś opuszczam ciepłe gniazdko w kampali. yeaaa! o! przełom. właśnie dostałam SMSem dobry kontakt do kogoś z tej tajemniczej organizacji, którą próbuję namierzyć :) a więc dochodzenie trwa :) | soon i am leaving to jinja. after yesterday's talk with kasia i tried to call in the morn the only backpackers place in murchison falls national park... cos my vision of what a national park is clearly differs to what it is in reality here. so far i havn't managed to get in touch with them. neither with the mysterious person who was supposed to know something about cobati. i fell that today a real real journey starts - from now on i'll be travelling on my own - we'll see how it all ends up, anyhow - i'm leaving this comfortable place in kampala, yeaaa! oh my! some breakthrough - i've just got texted with a contact number to this mysterious organization that i try to reach - so the inquiry is on :) |
Komentarze
Prześlij komentarz