Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
podążając za wskazówkami marii (cobati) trafiłam do mbarary, a w zasadzie do pewnego gospodarstwa 16km przed mbararą. pierwsze doświadczenie mieszkania pod jednym dachem wspólnie z właścicielami. doświadczenie wyjątkowe, tak bardzo jak wyjątkowi są moi gospodarze. unckle dick - ma 40 krów a jego auntie bandę, w której zasiada popołudniami, by tworzyć z koralików naszyjniki i tradycyjne ozdoby, które zakłada się na drewniane naczynia na mleko. mleko i ozdoby to dwa z trzech ich źródeł dochodów - trzecie to oczywiście agroturystyka.
rano jemy wspólnie śniadanie, tosty maczane w jajku, ananasa, popo (?) i sok z passion fruit. dick zabiera mnie na spacer po okolicy, pokazuje miejsce, gdzie poi krowy, miejsce, gdzie się pasą, przechodzimy też przez bananowy ogród, gdzie dowiaduję się jak rosną ananasy - dasz wiarę, że ananasy nie rosną na drzewach??? - od tego momentu, w inny sposób zaczęłam patrzeć na okolice, które migają mi przed oczami gdy przejeżdżam kolejne kilometry - wszędzie widzę te plantacje bananów, teraz wiem, że zdecydowana ich większość to po prostu przydomowe ogrody. w których oprócz składników na obowiązkowe matoke, rosną również pomidory, ananasy, popo i takie krzaczaste zielone coś z czego robi się super smaczną obiadową paćkę.
mają 6 dzieci i dziwią się, gdy mówię, że jestem jedynaczką. 3 córki mieszkają w usa (hawaje, atlanta, waszyngton), a ja dziwię się, jak to się stało, że ich rodzina jest rozrzucona po całym świecie. pokazuję im zdjęcia, które przywiozłam ze sobą z domu, a oni dziwią się jak ładnie drzewa wyglądają w śniegu. takie wspólne odkrywanie przed sobą swoich wszechświatów - dasz wiarę, że w polsce nie korzysta się z moskitier?
Komentarze
Prześlij komentarz