Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
no. teraz już nie ma odwrotu. czuję ulgę, bo w końcu stan duchowy odpowiada rzeczywistości - czuję się w podróży i rzeczywiście w niej jestem.
trochę jednak onieśmiela mnie to wsztstko. bo to tak jakby beztrosko rzucić złotej rybce życzenie, które ku mojemu największemu zaskoczeniu naprawdę się urealnia.
- gdzie chcesz jechać?
- do afryki
- ok. no ale gdzie dokładnie?
- yyy, nie wiem, do ugandy?
- ok. kiedy?
- w sumie mogę teraz, tak najlepiej teraz, mam przecież tyle dni wolnego
- ok. co chcesz tam robić?
- rozmawiać z ludźmi, poznać ich widzenie, uwiecznić ich uśmiechy i stany zamyślenia na fotografiach
- ok. a co potem?
- no... w sumie to superfajnie byłoby gdybym potem mogła ten materiał sensownie wykorzystać, by można było w grupie bliskich znajomych zadziałać na tym co zbiorę w trakcie podróży, może wydać coś w tej lub innej formie?
- ok.
[bzzzz. życzene ulega urealnieniu]
- proszę. mówisz masz
- yyy, ale jak to?
- tak to. jedziesz, rozmawiasz, poznajesz, razem robicie projekt i generalnie się dzieje.
- hmm... dzięki.
[szczęka opada. kurtyna zresztą też]
no więc czuję się onieśmielona spełniającymi się marzeniami i czuję lekką niepewność czy im sprostam. bo nie bez kozery jestem siewczynią idei... iskrzę pomysłami, lecz wisienki na torcie i kropki nad i stawia ktoś inny. tutaj będzie inaczej. będzie?

Komentarze
Prześlij komentarz