Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

młodzież cheyeye

grupa liderów i liderek czekała już na mnie w budynku szkoły. właśnie są wakacje, więc budynek stoi pusty - możemy z niego swobodnie skorzystać. początkowo zaskakuje mnie formalność sytuacji, siadamy w ławkach, które spontanicznie ustawiają się w kręgu. olivier inicjuje rundkę zapoznawczą - o tak! metodologia rundek i tu w ugandzie jest wiecznie żywa - każdy przedstawia się z imienia i funkcji jaką pełni w organizacji. jest więc beatrice "speaker", sandra "treasure", etienne, zikho i tophel.
a group of leaders awaited me in a school building. it's holidays now, so it stays empty - and we can easily make a use of it. in the begining i am intrigued by a formal shape of this meeting - we sit in school benches, that spontanously form a cycle. olivier inititiates a welcome round - oh yes! rounds are also so very popular here - everyone says what his/her name is and what function they have in cheyeye organization. and so we have here beatrice "a speaker", sandra "a treasure", etieene "country's director", tophel "project's director" and zikho - a member.
na duzym zdjeciu w prawym gorym rogu kolejno od lewej stoja: zikho, olivier, tophel, beatrice, sandra, etieen 
narrację spotkania zaczyna beatrice, która w cheyeye jest od miesiąca, ale powoli wdraża się w to co robią jej rówieśnicy. wszyscy mają po 18/19 lat - oprócz zikho (24) i oliviera (30). mówi, że spotkanie wyszło spontanicznie, że gdyby widzieli wcześniej przygotowaliby mowy, a teraz prosi oliviera o wprowadzenie w sytuację, bo za bardzo nie wie, w którym kierunku poprowadzić spotkanie. piękne nazywanie rzeczy po imieniu i freestyle - jestem pod wrażeniem. 

kolejne osoby mówią o pomysłach realizowanych przez cheyeye. etienne długo i płomieniście opowiada o projekcie pszczelarskim, tłumaczy, jak z łatwo dostępnych materiałów (glina, drewno...) robia ule i jak później wykorzystują dochody z handlu miodem. pieniądze stanowią wkład do systemu mikropożyczek. działa to na takiej zasadzie, że można uzyskać małe wsparcie finansowe, ale nie chodzi o to, by kupować rzeczy, które się od razu skonsumuje. chcesz jajko? kup kurę i poczekaj aż zniesie jajka. odkładaj pieniądze, które zarobisz na sprzedaży jajek, a spłacisz kurę i stanie się ona twoją własnością...

the meeting is narrated by beatrice, who joined cheyeye about a month ago, but slowly comes in terms with what her peers do here. they're all like 18/19 of age - except for zikho (24) and olivier (30). she says that the meeting happened very spontaneously (indeed - i met olivier yesterday!) and if they knew earlier the would have prepared some speeches but (of course) they didn't. having that said she asks olivier for some introduction, because she doesn't really know what this meeting should lead to. a beautiful way of naming things with they're own names - and a freestyle - i am impressed.

next persons talk about projects implemented by cheyeye. etieen gives a long and powerful introduction into bee-keeping project and explains how - out of easily accessed materials like mud and timber - they prepare hives and how later on the profits from trading honey support micro-loan system. it works like that, that one can get a little financial support upon joining the system but it's not really for buying things one can consume within one day. you want an egg? buy a hen and wait till it brings you eggs. save money that you get from selling the eggs and this will allow you to pay back the hen and it will become your property...

kolejne projekty są coraz bardziej rozbudowane, w najbliższej przyszłości zajmą się dystrybucją mydła w płynie - to połączenie dwóch tematów ważnych dla cheyeye: warunki higieniczne młodych matek oraz rozwijanie przedsiębiorczości. 

pytam ich, jak chcą być zapamiętani przez ludzi w polsce, którzy spotkają się z ich historiami - sandra mówi np., że jest takie powiedzenie (które tutaj przytoczę z pamięci, niedosłownie) że to od młodzieży tu i teraz zależy to jak będzie rozwijał się świat w przyszłości, od młodzieży zależy również, czy świat ulegnie zniszczeniu i pogrąży się w chaosie. ona wzięła sobie to do serca i zaczęła się zastanawiać, po której stronie chciałaby być i co od siebie może dać innym. znalazła odpowiedź, że dla niej najważniejsze są małe dzieci i chce być zapamiętana jako lifesaver, ta która ratuje czyjeś życie. zikho dodaje swój przekaz - że nie ważne czy jesteś black or brown - jesteśmy jednym. możemy być daleko od siebie fizycznie, ale jest między nami spirytualne powiązanie i chciałby, by dzieciaki w polsce to poczuły. 

słuchałam ich wypowiedzi i łzy kręciły się w moich oczach - taka mądrość i taka determinacja. taka samoświadomość i wiara w możliwość zmiany. po raz kolejny spotykam osoby, które dostrzegają problemy towarzyszące im na codzień, ale nie zatrzymują się na poziomie opisu zjawiska i rozwodzenia się nad tym w jak bardzo trudnych warunkach żyją, tylko zaczynają coś z tym robić. mówi się - nie porównuj - ale porównanie tych dzieciaków tutaj z młodzieżą w polsce samo sunie mi się na usta. naprawdę, mam nadzieję mieć kiedyś okazję pracować z tak przekonaną co do swoich pomysłów grupą młodzieży w polsce. póki co widzę przepaść. znam poszczególne osoby, jednostki, tak zdeterminowane jak te tutaj, ale nie spotkałam jeszcze takiej grupy, która by sama zorganizowała się i pracowała na rzecz swojej społeczności, jak młodzież z cheyeye. więc jest nad czym pracować w polsce, a? :)

next projects are even more complex, in the near future they plan for instance an endvour that will help them distribute liquid soap from local producers - and this  comes from a combination of two important topics for cheyeye - hygene of you young mothers and developing enterprenourship skills.

i ask them how they want to be remembered by people in poland who will get to know their stories - sandra says that there is such a saying (that i'll just recall from my memory, not word-by-word) that it's youth that decides about the future development of the world. and it's youth again that decides wether the world will be destroyed and come to an end. and she treated it seriously and started to wonder which side she will talke and what she could give to others. and she found an answer for herself - little babies are the most importat and she wants to be remembered as a life saver. zikho adds up to that - no matter if your black or brown - we're all one. and we can be in different places phisically, but there is this spiritual bond between us and he would like polish kids to feel it and embrace this bond.


i was listening to their stories and i felt tears comming to my eyes - such a wisdom and such a determination. such a counsciousess and such a strong belief in possiblity of changing the world. and once more i meet people who not only see the problems but don't stop at the level of description of the probem and cry about difficult conditions they must bare with but simply take the situation into their own hands and act. one say - do not compare - but the comparison between this kids here and polish youth is strightforward. i do dream that one day i'll get a chance to work with so much devoted youth group in poland. now - i see two distant galaxies. i know some individuals in poland, as determined as those people here, but i've never met such a group of people, that would selforganize itself and work for their community, as youth from cheyeye. so there's a lot to do in this field in poland then, aye? :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...