Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

jakaś magia w powietrzu / magic in the air

opuściłam hotel wcześnie rano, by zobaczyć orkiestrę dętą w akcji. niestety, nie znalazłam tego miejsca, w którym mieli grać i tak o 8.30 rano znalazłam się na ulicy i nie wiedziałam przez chwilę, co ze sobą począć. wybrałam się więc do miejsca, które nazywają źródłem nilu. wcześniej tylko przejeżdżałam obok, teraz chciałam się tam zatrzymać. i znów poczucie, że tłum niesie cię na rękach, boda-boda driver wysadza przy szlabanie i mówi, żebym dalej szła sama. przy szlabanie bileter bierze za wstęp i wskazuje kobietę, która właśnie też wchodziła na ten teren i mówi, że ona dalej mnie poprowadzi. anete, która pracuje w jednym ze sklepików obok nilu i właśnie szła otworzyć swój kramik, przyprowadza mnie do grupy przewodników, przedstawia jednemu i mówi, że dalej pójdę z nim. idziemy nad rzekę, opowiada o nilu, o speke'u, o ghandim i mówi, że mogę również przepłynąć się łódką do samego miejsca, gdzie jezioro zmienia się w rzekę, wskazuje łódź, wchodzę do niej i okazuje się, że znów przekazuje mnie dalej i koniec końców na rzece znajduję się z shabanem.



podpywamy do ptaków przeróżnych gatunków, do jaszczurek i znów do ptaków, zatrzymujemy się przy znaku, gdzie jezioro wiktoria staje się nilem. shaban pokazuje wodę i różnice w falistych wzorach na powierzchni - tu, widzisz, jest mocny prąd i wpływa woda z jeziora, tutaj z kolei jest źródło podziemne, które wytryska spod wody.

następnie wysadza mnie na brzegu, bym w restauracji na pomoście, gdzie właśnie leci jamming, mogła zjeść śniadanie. towarzyszy mi, ale nie je - bo ramadan. wiele mówi jednak o swoim życiu. wychował się tu. na tym brzegu, jego rodzice pracowali w klubie golfowym na szczycie zbocza prowadzącego do rzeki. dlatego też - w odróżnieniu do większości ugandyjczyków - bardzo dobrze pływa. tak dobrze, że w wieku 18 lat był częścią drużyny narodowej i jeździł po całej afryce - i nie tylko - starując w zawodach. jego brat również. w pewnym momencie podjął trudną decyzję, że wycofuje się z pływania (stało się to zbyt drogie a jego "sponsor" umarł). brat kontynuował dalej. jest teraz w londynie na igrzyskach. shaban mówi o tym wszystkim bardzo spokojnie, wzruszłyo mnie to. przez pewien czas pracował na basenie przy sheratonie w kampali, była to jednak nudna praca, bo czasami nie było klientów, więc całymi dniami wysiadywał czekając na nic. w obecnej pracy jest przynajmniej ruch, czasami np. turyści wylatują za burty chcąc uchwycić na fotografii coś wyjątkowego ;) chce odłożyć trochę kasy, by kupić ziemię. już teraz ma parę kóz, chce ich mieć całe stado i dom, by nie musieć płacić czynszu. pod koniec naszego spotkania prowadzi mnie jeszcze do miejsca, gdzie często przesiadywał jako dzieciak. gdy tam podchodzimy, z oddali zaczyna dochodzić do nas głos osoby, ktora przejmująco śpiewa. głośno i pięknie. wyciągam dyktafon. śpiewak milknie. czar pryska. to reguła.

płynąc nilem czasami można spotkać znajomych.
shaban podpłynął do łódki rybaka, by kupić okonia.
tego z rodzinych tych sławetnych okoniów.
podziękowałam za ten zaskakująco magiczny poranek, shaban podziękował za pobłogosławienie jego łodzi moją obecnością i podreptałam schodkami pod górę. przy wyjściu spotkał mnie jeszcze pierwszy przewodnik i dokończył historię o niespełnionym marzeniu gandhiego, który chciał przybyć do źródeł nilu, ale został prezydentem i już się z indii stamtąd nie ruszył. dlatego na łożu śmierci poprosił, by choć część jego prochów trafiła w to miejsce. abracadabra weezee woo i can fly and so can you...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...