Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
zaczynam się czuć jak w broniowie - rzeczy dzieją się za szybko i nie nadążam z ich przyswojeniem, zapisaniem i zrozumieniem. fala która zalewa nim zdążysz złapać powietrze po poprzedniej.
nie przypuszczałam, że wrócę do entebbe tak szybko i że z innego brzegu będę patrzeć na plażę na której parę godzin po przylocie nostalgicznie kontemlowałam jezioro. a jednak prąd wydarzeń przywiódł nas dzisiaj tutaj i jestem głęboko poruszona, że miałam okazję uczestniczyć w takim momencie.
"hana". 24 lata. aktywistka ruchu LGBT, szczególnie zaangażowana w poporawę sytuacji gejów w ugandzie. wychowała się na południu ugandy, w środowisku w którym nasiąknęła ideą walki o prawa kobiet. przyjechała do kampali i tutaj zaczęła działać na rzecz gejów. w jej oczach mają trudniejszą sytuację niż lesbijki, na które nie ma w ugandzie aż takiej nagonki. co też niestety nie znaczy, że są tolerowane. mówi, że trudno jest jej po prostu żyć ze swoją dziewczyną, bo cały czas trzeba chronić - chronić siebie, chronić ją, chronić środowisko, by ludzie nie zaczęli zbytnio dociekać, np. dlaczego razem wynajmują dom. Ciekawskim mówi, że są kuzynkami...
jest jedną z przedstawicielek koalicji organizacji, które zrzeszyły się przeciwko zmianom w konstytucji ugandyjskiej, które były wymierzone przeciwko środowisku LGBT. Na tę chwilę można mówić o sukcesie - takie zmiany nie zostaną wprowadzone. Wczoraj koalicja otrzymała międzynarodową nagrodę, która honorowała ich działanie. hillary clinton przyleciała do kampali i osobiście ją wręczyła. hana była jedną z osób, które to wyróżnienie przyjmowały - to był dla niej ważny dzień.
a dzisiaj tutaj. na pierwszej paradzie gejów, lesbijek, bi i transów. udział w niej wzięło kilkadziesiąt osób. leniwie zbierali się nad brzegiem jeziora, sprayowali włosy i ciała, robili niezliczoną ilość zdjęć, uśmiechali się, rozmawiali, poznawali się między sobą lepiej, w świetle dziennym, w miejscu publicznym, cieszyli z tego, że są razem - w ogrodzie botanicznym entebbe. miejsce na paradę dość specyficzne - kameralne, w otoczeniu tropikalnych drzew. na pytanie dlaczego takie miejsce i jaki jest cel tego spotkania odpowiadają - nie ma zbyt wiele otwartych przestrzeni w mieście na takie spotkanie, tam też byłoby dużo więcej osób - a my chcemy po prostu zaznaczyć naszą obecność, pokazać, że jesteśmy. część (większość?) z tych osób jest jeszcze przed comming-outem więc zrozumiała jest ich troska o pozostanie w cieniu.
po godzinie od naszego przyjazdu parada wystartowała, by trasą przez ogród, dotrzeć do plaży nad jeziorem, gdzie już czekała tęczowa scena i namiot z białym baldachimem dla vipów tego ruchu ;) szliśmy tańcząc pomiędzy palmami, przy dżwiękach ugandyjskiej muzyki klubowej, do pochodu przyłączyły się dzieckiaki z okolic i było to przyjemne obserwować z jak pozytywnym odbiorem spotyka się parada. tak. do pewnego momentu ludzie z ruchu patrzyli z radością po sobie nie do końca mogąc uwierzyć w to, że parady nie rozgoniła żadna policja, że nie padają pod ich adresem żadne obraźliwe komentarze ze strony tych paru osób, które natknęły się na paradę przez przypadek, w trakcie swojego spaceru po parku.
do czasu. w trakcie przemówień ze sceny ustawionej na tle jeziora wiktoria, na której kolejne dzieliły się tym, dlaczego dla nich tolerancja i otwartość są ważne, gdy padały słowa we are here, we design your cloths, we build your houses. you may not noticed that, but we are here! love us, hate us, like us, but we are here and we are going nowhere! Kasha - liderka ruchu - powiedziała również już bardziej bojowym tonem - and they are here, if you don't like us just go away, noone invited you here, this is my birthday party and we are here! te słowa skierowane były do policjantów, którzy gromadzili się na szczycie zbocza na którym odbywała się impreza. beztroski nastrój ustąpił lekkiemu poddenerwowaniu. przerwano przemówienia i dj puścił głośno muzykę. ludzie zaczęli po prostu tańczyć na scenie, którą obserwowała policja. po kwadransie zaczęli schodzić w dół i niebiański nastrój imprezy. gdy opuszczaliśmy teren ogrodu minął nas jeden jeep policyjny, którego paka całkowicie została zapełniona ludźmi. zostali aresztowani. wracaliśmy do kampali z zrzedniętymi minami, na szczęście ktoś dostał sms - już nas wypuszczono! a więc interwencja policji była tylko demonstracją siły i dobitnym zaznaczeniem swojej obecności - we are here, too.
wracając do hane, mówiła, że nie jest im łatwo walczyć o swoje prawa, ale też, że wszystko ma jakiś swój początek i ktoś musi przecierać szlaki. marzy o tolerancji, równość jest gdzieś na dalszym planie - na początek chcą po prostu być zauważeni i zaakceptowani.
nie przypuszczałam, że wrócę do entebbe tak szybko i że z innego brzegu będę patrzeć na plażę na której parę godzin po przylocie nostalgicznie kontemlowałam jezioro. a jednak prąd wydarzeń przywiódł nas dzisiaj tutaj i jestem głęboko poruszona, że miałam okazję uczestniczyć w takim momencie.
"hana". 24 lata. aktywistka ruchu LGBT, szczególnie zaangażowana w poporawę sytuacji gejów w ugandzie. wychowała się na południu ugandy, w środowisku w którym nasiąknęła ideą walki o prawa kobiet. przyjechała do kampali i tutaj zaczęła działać na rzecz gejów. w jej oczach mają trudniejszą sytuację niż lesbijki, na które nie ma w ugandzie aż takiej nagonki. co też niestety nie znaczy, że są tolerowane. mówi, że trudno jest jej po prostu żyć ze swoją dziewczyną, bo cały czas trzeba chronić - chronić siebie, chronić ją, chronić środowisko, by ludzie nie zaczęli zbytnio dociekać, np. dlaczego razem wynajmują dom. Ciekawskim mówi, że są kuzynkami...
jest jedną z przedstawicielek koalicji organizacji, które zrzeszyły się przeciwko zmianom w konstytucji ugandyjskiej, które były wymierzone przeciwko środowisku LGBT. Na tę chwilę można mówić o sukcesie - takie zmiany nie zostaną wprowadzone. Wczoraj koalicja otrzymała międzynarodową nagrodę, która honorowała ich działanie. hillary clinton przyleciała do kampali i osobiście ją wręczyła. hana była jedną z osób, które to wyróżnienie przyjmowały - to był dla niej ważny dzień.
a dzisiaj tutaj. na pierwszej paradzie gejów, lesbijek, bi i transów. udział w niej wzięło kilkadziesiąt osób. leniwie zbierali się nad brzegiem jeziora, sprayowali włosy i ciała, robili niezliczoną ilość zdjęć, uśmiechali się, rozmawiali, poznawali się między sobą lepiej, w świetle dziennym, w miejscu publicznym, cieszyli z tego, że są razem - w ogrodzie botanicznym entebbe. miejsce na paradę dość specyficzne - kameralne, w otoczeniu tropikalnych drzew. na pytanie dlaczego takie miejsce i jaki jest cel tego spotkania odpowiadają - nie ma zbyt wiele otwartych przestrzeni w mieście na takie spotkanie, tam też byłoby dużo więcej osób - a my chcemy po prostu zaznaczyć naszą obecność, pokazać, że jesteśmy. część (większość?) z tych osób jest jeszcze przed comming-outem więc zrozumiała jest ich troska o pozostanie w cieniu.
po godzinie od naszego przyjazdu parada wystartowała, by trasą przez ogród, dotrzeć do plaży nad jeziorem, gdzie już czekała tęczowa scena i namiot z białym baldachimem dla vipów tego ruchu ;) szliśmy tańcząc pomiędzy palmami, przy dżwiękach ugandyjskiej muzyki klubowej, do pochodu przyłączyły się dzieckiaki z okolic i było to przyjemne obserwować z jak pozytywnym odbiorem spotyka się parada. tak. do pewnego momentu ludzie z ruchu patrzyli z radością po sobie nie do końca mogąc uwierzyć w to, że parady nie rozgoniła żadna policja, że nie padają pod ich adresem żadne obraźliwe komentarze ze strony tych paru osób, które natknęły się na paradę przez przypadek, w trakcie swojego spaceru po parku.
do czasu. w trakcie przemówień ze sceny ustawionej na tle jeziora wiktoria, na której kolejne dzieliły się tym, dlaczego dla nich tolerancja i otwartość są ważne, gdy padały słowa we are here, we design your cloths, we build your houses. you may not noticed that, but we are here! love us, hate us, like us, but we are here and we are going nowhere! Kasha - liderka ruchu - powiedziała również już bardziej bojowym tonem - and they are here, if you don't like us just go away, noone invited you here, this is my birthday party and we are here! te słowa skierowane były do policjantów, którzy gromadzili się na szczycie zbocza na którym odbywała się impreza. beztroski nastrój ustąpił lekkiemu poddenerwowaniu. przerwano przemówienia i dj puścił głośno muzykę. ludzie zaczęli po prostu tańczyć na scenie, którą obserwowała policja. po kwadransie zaczęli schodzić w dół i niebiański nastrój imprezy. gdy opuszczaliśmy teren ogrodu minął nas jeden jeep policyjny, którego paka całkowicie została zapełniona ludźmi. zostali aresztowani. wracaliśmy do kampali z zrzedniętymi minami, na szczęście ktoś dostał sms - już nas wypuszczono! a więc interwencja policji była tylko demonstracją siły i dobitnym zaznaczeniem swojej obecności - we are here, too.
wracając do hane, mówiła, że nie jest im łatwo walczyć o swoje prawa, ale też, że wszystko ma jakiś swój początek i ktoś musi przecierać szlaki. marzy o tolerancji, równość jest gdzieś na dalszym planie - na początek chcą po prostu być zauważeni i zaakceptowani.



Komentarze
Prześlij komentarz