Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

kobiety, które piszą / women who write

margaret
to ona zaczęła rozmowę. margaret ntakalimaze. gdy stanęłam przy publikacjach, które promowała podczas targów książki. spytała "are you a writer?", odpowiedziałam "everyone is a writer these days...", uśmiechnęła się i wzięła to za dobrą monetę. zaczęła opowiadać o książkach, które właśnie przede mną leżą, że zostały napisane przez osoby takie jak ja, na warsztatach pisarskich, które organizują w ramach działalności femrite.

spotykają się na nich pisarki z ugandy, zimbabwe i innych okolicznych krajów i ta książka. o ta tutaj, jest zbiorem krótkich opowiadań napisanych przez uczestniczki takiego dwutygodniowego warsztatu. i że zaprasza mnie w poniedziałek, wtedy, tutaj tuż za rogiem, organizują o 5 spotkania, w których uczestniczą writers and readers (oh, po angielsku nie ma tego plątania się w formach...) femrite? spytałam. mogę się tutaj do pani przysiąść i porozmawiać?

femrite to ugandyjskie stowarzyszenie zrzeszające kobiety, które piszą, prężnie działające już od parunastu lat. namacalnym efektem ich działalności są kolejne publikacje wydawane przez femrite - książki autorek, którym inaczej trudno byłoby zaistnieć na mocno (choć obecnie już trochę mniej) zmaskulinizowanej scenie pisarskiej ugandy. błądząc po księgarniach kampali nie raz natknęłam się na pozycje femrite, stąd nazwa brzmiała mi znajomo.


po chwili siedziałam obok margaret, za stolikiem z książkami, próbując podpytać ją o początki, o stan obecny, o pomysły na przyszłość. ledwie rozpoczynała opowieść a przy stole pojawiała się kolejna osoba. wtedy margaret odwracała wzrok i z tą samą energią wypytywała młode dziewczyny, czy piszą, czy chcą dołączyć. mówiła możesz być lekarką, prawniczką i wciąż być pisarką! możesz nawet dobrze zarabiać na samym pisaniu. nie piszesz? napawdę powinnaś. będziesz mogła się wtedy wyrazić, a ktoś inny będzie mógł odnaleźć siebie w twoich słowach i w ten sposób uzyskać od ciebie wsparcie.

piszesz? piszesz poezję, prozę, reportaże? co piszesz? o! to zapraszam na nasze spotkania, przynieś swoją książkę, koniecznie przynieś książkę, porozmawiamy o niej. nie jest jeszcze wydana? przyneś swój wiersz napisany ręcznie, popracujemy nad nim, zobaczymy w którym kierunku możesz się rozwijać. zobaczysz. kiedyś twoje książki będą stać na półce w księgarni. czy w twojej szkole jest klub pisarski? o! jest! bo widzisz, mamy program dla szkół, niestety w twojej szkole jeszcze nie byliśmy, ale z chęcią przyjdziemy, patrz, masz tu do mnie kontakt, porozmawiaj z dyrektorem, umówimy się na spotkanie w twojej szkole, nie martw się, na pewno nas już zna, jestem margaret, współzałożycielka femrite. femrite to duża organizacja.

przekrój osób, które przewinęły się przez to stanowisko jest szeroki - nieśmiałe dziewczyny z liceum, studentki, które dopiero zaczynają pisać, studentki, które mają już wydaną jedną książkę i od zawsze chciały dołączyć do femrite, mężczyźni, którzy sympatyzują z ruchem, mężczyźni, którzy z lekkim zakłopotaniem, ale jednak, szukają książki dla swojej żony...
it was her, who started this talk - margaret ntakalimaze - when i stopped at her stand with publications that she was promoting during book fairs. she asked "are you a writer?", i answered "everyone is a writer there days...", she smiled and encouraged by what i said started her talk about books, that were lying just in front of me, that were written by the same kind of people as i was, during writer's workshops, that they organize as femrite.

during such meetings woman writers from uganda, zimbabwe and other adjecent countries meet, and this book, oh this one here, is a compilation of short stories written by participants of such a 2-week-long workshop. she said also she invited me, on monday, where - here just round the corner - at 5pm they organize meetings for writers and readers. femrite? i asked. may i sit here for a second with you and have a word?
 
femrite is an ugandan assosiation of woman writers that has been vigorously active for the last +10 years. some of very visible effects of their proceedings are numerous publications - of woman authors for whom it would have been quite impossible otherwise to come into existance on (no longer so) male dominated writers's scene of uganda. looking through different books in various bookshops in kampala it was not once, nor twice, when i came across femrite's books, that is why this name sounded familiar to me.

in a jiffy i was sitting next to margaret, at her table with books, trying to ask her about the beginings, about current state of affairs, about their plans for the future. she only managed to start to answer when new people appeared at her stand. then she would turn back her head and start to ask - with the same energy - young girls, if they were authors, if they wanted to join. she said you could be a doctor, a lawyer and still be a writer! you could even earn decent money being a writer! you don't write? oh... you really should. thanks to writing you will be able to express yourself and someone else will be able to find pices of oneself in your words thus will feel support from your side.

so you're a writer? do you write poetry, prose or reportages? what do you write? oh! so plece join our meetings, bring your book, bring your book for sure, we will talk about it. it's not published yet? bring your poem in handwriting, we'll work on it, we'll see in which direction you could move on. you'll see - one day your books we'll be standing at bookstore shelves. is there a writer's club in your school? oh! there is! because you see, we have this programme for schools, unfortunatly we have not visited your school yet but we'd love to come, look, here's my contact number, talk with you headmaster, and we'll have an appointment in your school, don't worry, he surely knows us already, i am margaret, cofounder of femrite. femrite is a big organisation.

there was a wide variety of people who visited this stand - shy girls from highschool, young students who are just starting with their writing, students who have already published at leas one book and have always wanted to join femrite, men who support the movement, men who were a bit ashamed but were looking for some book for their wives...
shukri
pojawiła się również shukri. studiuje w kampali, jest na drugim roku. pisze. chce w swoim kraju, jak wróci do niego po studiach, lub kiedyś później... ale na pewno wróci, założyć podobne stowarzyszenie do femrite. margaret pyta, skąd jest. z somalii. młyn na wodę. przyjdź w poniedziałek, weź tę książkę, przeczytaj ją a jak się spotkamy to porozmawiamy, o tym w jaki sposób mogłabyś napisać podobą w oparciu o opowieści kobiet z twojego kraju. książka o której mówi to rozmowy. ciężkie rozmowy. wyznania, dzielenie się swoimi historiami przemocy domowej, wypędzeń z domu, poczucia nieprzynależności nigdzie i dyskryminacji po prostu ze względu na płeć. shukri wzdycha. nie takie rzeczy... ale rozmowa im obu daje nadzieję i rozwiązanie. tak. tutaj ludzie skupieni są na rozwiązaniach. czapki z głów.

w wolniejszej chwili pytam margaret o przykład książki wydanej przez femrite, która nie tylko jest zapisem rzeczywistości, ale której również udało się wpłynąć na kształt rzeczywistości. pokazuje beyond the dance - książkę o fgm (female genital mutilation), czyli o obrzezaniu dziewczynek i młodych kobiet... książka składa się z opowieści osób, które doświadczyły tego zabiegu. kupiłam ją. niestety nie mogę jej czytać. próbowałam, ale wymiękam po paru zdaniach. jest jednak ze mną.

nie tylko sam proces tworzenia tej książki był oczyszczający dla kobiet, które podzieliły się swoim cierpieniem. książka ta podróżuje i jej fragmenty są odczytywane przy różnych okazjach, gdy femrite odwiedza społeczności, w których dokonuje się tego zabiegu (eufemistycznie rzecz ujmując) - po odczycie następuje dyskusja i pytanie - po co to wszystko? skoro przysparza cierpień, skoro okalecza, skoro powikłania czasami prowadzą do śmierci? książka stała się jedną z cegiełek zmiany, która tutaj zachodzi. w prawie ugandyjskim jest akt zabraniający fgm. pozostanie jednak martwym prawem, jeśli nie będzie stosowany i egzekwowany. dlatego informują o tym ludzi w małych wioskach a raczej wspólną lekturą książki starają się umotywować wprowadzenie zmian w lokalnych zwyczajach, wprowadzają perspektywę wcześniej nieobecną - perspektywę kobiety, której zabiera się to, co margaret określiła istostą kobiecości, perspektywę kobiety, która mówi o swoim cierpieniu na głos, na forum i ludzie po raz pierwszy mogą tego posłuchać i o tym porozmawiać.

margaret mówi, że insirują ją ptaki. ich głos. pamięta jak będąc 5-letnią dziewczynką wdrapywała się na drzewo, by podpatrzeć je w gnieździe z bliska. ispirują ją teź ludzie, uwielbia spotykać nowe osoby. dlatego w całej swojej pracy najbardziej lubi dni takie jak ten. na pożegnanie wpisuje mi dedykację obok swojego wiersza w książce, którą kupiłam. feel the power of pen and support women's causes. i will.

oh! taki dzień pisania i niespisywania
and there was shukri. shukri studies in kampala, she's after a second year. she writes. she wants to - upon her come back to her country when she's finished with her studies or maybe a bit later... but surely she'll come back - found a simmilar assosiation as femrite. margaret asked where she was from. from somalia. oh! so join us on monday, take this book, read it and when we meet we will talk on how you could write a similar book on the basis of women stories from your country. a book she mentiond is full of talks. tough talks. sharing stories about marrige violence about being chased away about feeling of not belonging to anywhere and about gender discrimination. shukri sighed. not only such things... but the talk between this two gives them both some sense of hope and a solution. yes, people here are focused on solutions.

when it got a little bit more peaceful i asked margaret about one exapmle of a book published by femrite, that not only mirrors the reality but also made it possible to shape the reality. she shows then beyond the dance - a book on fgm - female genital mutilation - of young girls and women... the book is full of stories of those who experienced it all. i bought it. unfortunatly i cannot read it. i tried, but i must stop after a few sentences. but still - it is with me.

not only there mere process of creating this book was a catharsis to this women, who decided to share their suffering. the book travels with femrite and its chapters are read out on different occasions when they visites communities that still apply fgm. the lecutre is followed by a discussion and a question stated to the audience - what is it all for? if it brings so much pain, if it results sometimes even with death? the book became part of the solution and a small piece of a change that is happening here right now. there is an act in ugandan law that prohibits fgm. it will stay a dead law if it stays not known, applyied and executed. that's why they go from one community to the other and inform peopl about it or rather by the means of common lecture they try to motivate people to change their local customs. and what is most important - they bring to light a perspctive that has never existed there before, a perspective of a woman who is deprived of what margaret called an essence of womanhood, a perspecitive of a woman who speaks aloud about her suffering and people for the first time can hear it and talk about it.

margaret says that she is inspired by birds. by theirs voices. and she remmbers that when she was a 5 year old she would climb up a tree to look at them in their nest. she is inspired by people too and she always loves meeting new people. that's why what she likes the most about her job are days such as this one. on good-bye she writes a dedication for me in a book just bought - feel the power of pen and support women's causes. i will.

oh! such a day of writing and not-writing-it-down.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...