Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Życie z wulkanem w tle


Tego dnia wstaliśmy o piątej rano, tak żeby już o 6 być przy kasach i jak najwcześniej wejść na teren candi Borobudur. Samo szukanie parkingu dla rowerów zajęło nam dłużej niż dojazd do wejścia. Potem czekała na nas kolejka dla turystów, ciepła herbata i zakładanie sarungów.


Stupa Borobudur przywitała nas we mgle i jasnym świetle. Kiedy się do niej zbliżyliśmy była już obłożona turystami.

 Dowiedzieliśmy się, że jeśli chcemy uszanować tradycję buddyjską, należy zaczynając od wschodniej strony stupy obejść ją trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Ale może dotykając wszystkich schodów? A może obchodząc raz każdy poziom stupy? Ustaliliśmy ostatecznie naszą wersję, mieszankę tych wszystkich opcji. Wchodziliśmy coraz wyżej krążąc wokół posągów Buddy i rzeźb na ścianach świątyni między setkami turystów. Jeśli chcesz mieć zdjęcie bez turystów, możesz zamówić na miejscu retuszowanie i być sam na sam z zabytkiem. To chyba jedyna szansa.


Wróciliśmy do hostelu na śniadanie i zaraz wyruszaliśmy na rowerową wycieczkę po okolicznych wioskach. Pierwsza była wioska, gdzie mieszkańcy w domach produkują tofu. Tam umówiliśmy się z naszym przewodnikiem z wioski języków. Nie mogliśmy się jednak znaleźć, więc do pierwszej domowej wytwórni tofu weszliśmy sami. W całym domu jakby nikogo nie było, mimo otwartych drzwi. Dopiero w ciemnym rogu trzeciego pomieszczenia znaleźliśmy pana skupionego na pracy. Wlewał coś o konsystencji serwatki do drewnianych pojemników. Kiedy nas zauważył, tłumaczył nam w języku indonezyjskim, co robi i co jak się nazywa. Mniej więcej ogarnialiśmy cały proces.
Potem pożegnaliśmy się i wyszliśmy.



Nasz przewodnik przyjechał z bratem na motorze. Szukali nas po okolicznych wioskach i szczęśliwie udało im się nas znaleźć. Pojechaliśmy wspólnie do wioski garncarskiej. Tam Zuza zrobiła z gliny małą stupę, a ja talerz. Wracaliśmy piękną trasą z widokiem na wulkany i wspólnie zakończyliśmy spotkanie wyciskanymi sokami i kupat tahu. Tofu w tym daniu pochodziło z wioski, którą odwiedziliśmy. To było najlepsze tofu jakie jadłem, o konsystencji pianki, a nie gumy do żucia. Bracia pojechali do babci na świętowanie po Idul Fitri.



Podpytaliśmy się jeszcze o życie w okolicy wulkanu. Okazało się, ze jest aktywny i co cztery lata zasypuje okoliczne wioski pyłem. Ostatni raz było to w 2010 roku. Wulkan wysypał tyle pyłu, że na dwa miesiące ludzie musieli wyprowadzić się ze swoich domów, zamieszkali w okolicznych szkołach. Szkoły przestały pełnić swoje codzienne funkcje. Nie można było normalnie oddychać, a drzewa i pola były pokryte pyłem. Rząd zapewnił ludziom wyżywienie. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że w przyszłym roku aktywność wulkanu już tak bardzo nie utrudni ludziom życia.

Adam

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...