Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
W Melakce czas spędzaliśmy głównie na ulicy. Spacerując lub jeżdżąc rowerami. W ten sposób poznaliśmy bohatera, który jest dumą okolicy - superznanego kulturystę. Datuk Wira Gan Boon Leong doczekał się tytułów Mr. Universe, Mr. Malesia, Mr. Melaka, Mr. Asia i The Father of bodybuilders in Malesia.
Dzięki graffiti w inny sposób poznawaliśmy tradycyjną modę. Malowidła na ścianach budynków wzdłuż kanału płynącego Melaką, są co prawda odrobinę odpustowe lub cyrkowe, ale kolory i tak ujmują.
Nie wszystkie uliczki tego miasta, które znajduje się na liście UNESCO są superdobrze zachowane. Niektóre fascynują swoją pustką. Kto znajdzie na zdjęciu zwierzę?A poniżej przykład pięknego zdobienia dachów chińskich świątyń, które widzieliśmy nie tylko w Melakce, ale i innych malezyjskich miastach.
Kolory, ceramiczne figury i gra wymiarami zachwycała nas, co chwilę. Chińskich świątyń było na terenie Chinatown bardzo wiele.
Na koniec oddajmy głos młodzieży ;)
z.i a.
Komentarze
Prześlij komentarz