Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Spotkanie ze znajomą w nieznajomym mieście. Mai w Pontianaku

Ramadan to czas, gdy wszyscy podróżują na spotkania ze swoimi rodzinami. Jeszcze przed przyjazdem do Indonezji wiedzieliśmy, że trafiamy na moment, w którym będzie nam trudno się poruszać z miejsca na miejsce właśnie z tego względu. W trakcie podróży doświadczyliśmy innych drobnych niewygód związanych z tym ważnym czasem - mniej otwartych restauracji, wyższe ceny, zamknięte miejsca, które chcieliśmy odwiedzić. W jednym przypadku jednak ramadan spadł nam jak z nieba. 

Odwiedzając Ketapang nie starczyło nam czasu, by dokończyć rozmowę z Mai - pracowniczką Fundacji Palung. Gdy przyszliśmy do ich siedziby, ona właśnie wybierała się na spotkanie organizatorów Dni Organgutanów (19 sierpnia), gdy Mai miała czas - nas miało już nie być w Ketapangu. Umówiliśmy się jednak na spotkanie tuż przed Idul Fitri, gdy Mai odwiedzała swoją rodzinę w Pontianaku. 

Lubię takie spotkania. Oswajają dla mnie nieznajome miejsca. Czuję się pewniej - w końcu ktoś tu na mnie czeka, znam część tej wielkiej miejscowości, bo znam Mai. Odwiedziła nas w hotelu. Z braku pomysłu na spokojne i ciche miejsce, gdzie moglibyśmy nakręcić video, skryliśmy się w hotelowym holu i tam poznaliśmy w większych detalach historię Mai. 
Zajmuje się edukacją ekologiczną ze względu na poczucie odpowiedzialności za otoczenie, które jest w niej głęboko zakorzenione. Ten ciężar, jak to określiła, czuje już od najmłodszych lat swojego życia. Powiedziała, że przez to, że jej ojciec był imamem, miała wrażenie, że lepiej rozumie to, co dzieje się w jej otoczeniu. Widziała nierówności, doświadczyła ubóstwa, ale ma też w sobie wewnętrzną siłę, którą dzieli się z ludzmi, którzy ją otaczają. Dzieli się wiedzą, działa tak, by innym ludziom żyło się lepiej w zgodzie ze środowiskiem, z poszanowaniem jego bogactw. Słuchałam i się wzruszałam. Blisko mi do Mai i do tego, co mówi.

Zaprosiła na spotkanie również Adama, który pracuje w fundacji Walhi. Walhi kojarzyliśmy z tego, że jeszcze w Polsce oglądaliśmy film "Greasy Palms" - wyprodukowany we współpracy z Walhi - o konsekwencjach postępującej deforestacji w Płn. Sumatrze i rozwijającym się przemyśle plantacji palm olejowych. Adam jest dziennikarzem, pasjonatem. Więcej o jego ideach dowiemy się, gdy przetłumaczymy wywiad z bahasa indonesia na polski. Z jego ust słowa płynęły jak rwąca rzeka, Mai nie nadążyła z tłumaczeniem ;)
z.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Triund cz. 2 - "Chorzy od powietrza ludzie z nizin"

Ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia pod Triund zajęło nam godzinę. Potrzebowałam co rusz się zatrzymywać, by złapać oddech, serce pikało jak szalone. Żartowałam, że wiem, że mam kiepską kondycję, ale że aż tak, to dla mnie nowość. Widziałam ludzi, którzy jak kozice wskakują po kolejnych stopniach w górę, widziałam drobne dziewczyny, które równo szły w górę... a ja tylko na nie patrzyłam i czułam, że nie daję rady. W głowie tylko skupienie na tym, by wykonać kolejny krok i jeszcze kolejny i tyle. Zawężone horyzonty, tylko najprostsze zadania. Źle się czułam, słaba się czułam. Tak Triund Camp prezentuje się z dołu, z Dhamarshali. W tle widać początek Himalajów. A tak Adam prezentuje się na tle Himalajów Na szczęście po wejściu na polanę obozowiska zmęczenie nie wzięło góry nad zachwytem. Nagle stajesz twarzą twarz z ośnieżonymi ścianami i milczysz i nie wierzysz, jakie to wszystko piękne. Wiesz, że tam na dole, gdzie rano jadłaś śniadanie, jest 30 stopni a tutaj, przed tobą lodow...

Day 18 | Marrakesz - Dom - Lista TOP!

Haha - na koniec jeszcze mała niespodzianka... źle było wczoraj pić tyle soku owocowego i nie jeść nic konkretnego na wieczór... albo to jeszcze powidoki po Taghazout. Tak więc na szczyt listy moich ulubionych leków podróżnych wysforował się Nifuroksazyd! Niezawodny. Drugie miejsce - równie przydatny, choć mniej spektakularny - Węgiel! Podium zamyka... Tymianek i Podbiał (bo w drodze odnowił mi się kaszel, który ledwo wyleczyłam przed wyjazdem), parę dni temu kupiłam więc syrop, nie dosłownie "Tymianek i Podbiał" - ale na pewno tymianek z czymś tam :) - zdecydowana poprawa. Do domu wrócę więc zdrowa :) Myśli końcowe: gdy do Marrakeshu przyjdzie moda na hulajnogi elektryczne, to miasto zmieni się nie do poznania! Wszystkie te przeklęte skutery, które tyle disla palą zamienią się w ciche i szalone hulajnogi - na pewno. Przyjdą inne zmartwienia, ale wtedy przynajmniej byłoby czym w tym mieście oddychać. To niesamowite, że ludziom tutaj jakby wyłączył się instynkt samozac...

Day 7-8-9 - Zakliczyn - Tarnów "Siódmego dnia odpoczywali"

Day 7 Wyjeżdżamy z Amorka sprawnie, po 9. Decydujemy się jeszcze zahaczyć o Zakliczyn, do którego dzień wcześniej nie dotarliśmy. Na poranną kawę - a jak. Tak się złożyło, że najfajniejsze miejsce, by usiąść na Rynku i podelektować się chwilą było… w restauracji przy hoteliku, który wczoraj nas przyjąć nie mógł. Coś tam rzeczywiście musiało się zadziać, bo pani przepraszającym głosem rozmawiała z innymi gośćmi, proponując im przeniesienie do nowego pokoiku. Zagadka Hotelika Missterium :) Gwoli ścisłości - na tym fragmencie opuszczamy Velo Dunajec (i tak nie jest jakoś konsekwentnie i spójnie poprowadzony aż do Tarnowa). I kombinujemy pod gorke :) Dzień miał być krótki, jeśli chodzi o jazdę i bogaty o wrażenia - bo celem była Łękawica odwiedziny w rodzinnych stronach Adama. Okazało się, że choć krótszy - to nie mniej górzysty! Ale podjazd pod każdą górę gwarantuje widoki na górze - więc jak tu się nie uśmiechać przez łzy? :) Po wdrapaniu się do wioseczki Pleśna mieliśmy niemal panor...