Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
W Georgetown streetart jest dotowany przez urząd miasta. Stał się on też lokalną atrakcją - są specjalne mapy i trasy, gdzie można znaleźć poszczególne kawałki sztuki ulicy. Ludzie robią sobie z nimi zdjęcia. Poniżej pan rikszarz.
Koty. Twórcy w tym mieście mają fazę na koty, rysowane i przetwarzane w miliard sposobów - kresek i form.A ludzie je lubią i robią sobie z nimi zdjęcia...
Można łapać zdjęcia w ruchu i wykorzystać sceny, które powstały na ścianie.
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób zajmujących się graffiti w Geogretown jest litwin Ernest Zacharevic. To on stworzył ścienne obrazy, które możecie zobaczyć w tym poście.
A ten poniżej, był bezpośrednio koło chińskiej świątyni.
Przechodząc ulicami Chinatown mijaliśmy też metalowe rzeźby przedstawiające charakterystyczne osoby, miejsca albo zachowania. Poniżej jedna z rzeźb przedstawiająca opiekunkę do dzieci, która do Georgetown przybyła z Chin.
Adam
Komentarze
Prześlij komentarz