Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Korzystając ze spokojnego ruchu udajemy się na spacer przez Dżogdżę. Nie wiemy jeszcze jak bardzo zatłoczone potrafią być te ulice (doświadczymy tego dopiero za parę dni). Zmierząjąc w kierunku Kratonu (posiadłości sułtana) spotykamy na ulicy niecodziennego przechodnia.
Trafiamy do Zamku na wodzie, budowli, która kiedyś otoczona basenami wydawała się unosić nad powierzchnią wody - znajome rozwiązanie architektoniczne, prawda? Obecnie zamek jest częściowo w ruinie, przyczyniło się do tego trzęsienie ziemi. Wdrapujemy się na szczyt, by podziwiać panoramę, która bardziej przywołuje na myśl widokówki z południowo europejskich miasteczek. W tej części Jawy wpływy kolonialne łatwiej wyczuć, zachłyśniemy się nimi w Malangu (za tydzień), teraz poznajemy tylko historię obrony Dżogdży przed Holendrami, a raczej bohaterską postawę sułtana, który udostępnił wnętrza Kratonu partyzantom w trakcie walki o niepodległość pod koniec lat 40. Kolonizatorzy nie znaleźli w sobie odwagi, by atakować posiadłość sułtana, wzmocniło to pozycję Jawajczyków. Po uzyskaniu niezależności od Holendrów Dżogdża uzyskała status specjalnego miasta. Brzmi tajemniczo. Nie wszystko, co spotykam dookoła rozumiem.
Spacer odkrył przed nami kolejne uroki miasta. Zamiłowanie do kuchni...
...i promocję rowerów. Co ciekawe, na straganach pojawiają się koszuli "Let's go back to bikes". Jeszcze parę lat temu Dżogdża była miastem rowerowym. O ileż ciszej tutaj musiało być, o ileż czystsze powietrze.
z.
Komentarze
Prześlij komentarz