Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Trochę już o Niej było. O kobiecie, której pasją jest gotowanie. Takiej pasji, że postanowiła z Paryża wrócić na Bali, do wioski na wzgórzu, rzucić pracę związaną z tkaninami i zająć się już tylko prowadzeniem swojej małej restauracji. Zajmuje się nią razem z córkami i mężem, Francuzem. Codziennie rano wsiadają do samochodu i jadą na bazar po świeże warzywa na potrzeby kuchni. Mąż do tej pory zajmuje się wyszukiwaniem i sprzedażą tkanin na obicia meblarskie.
Co ciekawe, nie poznaliśmy Jej imienia. Za to uśmiech, otwartość i szybkie przygotowanie pysznego jedzenia nas przyciągnęły. Wystarczy posiekać trochę warzyw i wrzucić je na gorącą patelnię z przyprawami. Do tego dodać trochę tempe (kawałków sfermentowanej soi) i gotowe. Nie trzeba gotować. Wszystko na patelni staje się bardzo szybko miękkie.To właśnie ten taras przyszykowała własnymi rękoma wycinając rosnące tam krzaki. Po drugiej stronie jeziora zaczynają się zabudowania okolicy zwanej Bedugul. Skupisko to tworzy parę wiosek - my dzień wcześniej wyruszyliśmy z tej, której już nie zobaczysz na zdjęciu powyżej - kryje się parę kilometrów za wzgórzem po prawej stronie.
Dała nam pierwszego dnia banany na drogę, drugiego z innych zrobiła naleśniki. Owoce po lewej stronie, kwaskowe, zebrała z ogrodu i dała nam na spróbowanie. Jesteśmy pełni wdzięczności za Jej pasję i zaangażowanie w tworzenie pięknego i radosnego świata. Dobrze jest spotykać takich ludzi na swojej drodze.
Adam
Komentarze
Prześlij komentarz