Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Niedługo wyruszamy dalej w drogę - za parę godzin autobus do Dogubeyazit, potem 40 km do granicy i już jesteśmy w Iranie.
Od jutra nowy kraj, nowy język, nowa logika. A tutaj już jakby prościej, milej i sprawniej. Podstawowe zwroty opanowane, bez problemu zamawiamy jedzenie bez mięsa, bez ryb, bez kurczaka. Warzywa i chleb ok, cieciorka i fasola ok, sok owocowy ok, pomarańcze, granaty, baklawa ok. Cześć! Gdzie dworzec? Jaki peron? Ile godzin? Ile to kosztuje? Tak. Nie. Dziękuję, naprawdę, nie trzeba. Do widzenia.
Od jutra nowy kraj, nowy język, nowa logika. A tutaj już jakby prościej, milej i sprawniej. Podstawowe zwroty opanowane, bez problemu zamawiamy jedzenie bez mięsa, bez ryb, bez kurczaka. Warzywa i chleb ok, cieciorka i fasola ok, sok owocowy ok, pomarańcze, granaty, baklawa ok. Cześć! Gdzie dworzec? Jaki peron? Ile godzin? Ile to kosztuje? Tak. Nie. Dziękuję, naprawdę, nie trzeba. Do widzenia.
| Oto nasz najpyszniejszy posilek do tej pory :) Smacznego! |
Komentarze
Prześlij komentarz