Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Co jemy w Iranie?

Korzystamy z cudownego podręcznego słowniczka, którzy przygotowała dla nas Ela. Są tu takie przydatne zwroty jak np. "Czy macie wegetariańskie jedzenie" albo "Nie jem mięsa". Najczęściej, gdy to wymawiamy/pokazujemy, to od razu obsługa zaczyna machać głową - Nie, nie mamy wege. Na wszelki wypadek dopytujemy się - A falafle? A smażony bakłażan (kashke bademjan)? A omlety (kookoo)? A ash (zupa z kluskami lub kaszą - wege). I wtedy często w odpowiedzi słyszymy - A! No tak - to mamy :)

Czasami bierzemy menu do ręki i jedna potrawa po drugiej sprawdzamy - Czy to ma mięso? A to? A to? Czasami działa - w ten sposób odkryliśmy inne wcielenie - wędzone - bakłażana: mirza ghashemi. Mniam!

Zdjęcie z bloga:
http://www.mypersiankitchen.com/mirza-ghassemi-a-persian-eggplant-tomato-and-egg-dish/
gdzie znajdziesz też przepis krok po kroku

Innym razem, stosując dokładnie tę samą metodę, zaliczyliśmy też wpadkę. Ale kto by pomyślał... Zamówiliśmy na spółkę "yoghurt stew" - to deser: słodko-kwaśny, z posmakiem kardamonu, może szafranu również, z orzechami. Coś w nim przypominało mi kogiel-mogiel. Pyszność! Ale uwaga - ta potrawa nie jest wege, ponieważ na początku, po ugotowaniu jogurtu dodaje się do niego kurczaka i blenduje. Kto by pomyślał, że istnieje deser z mięsem? Dowiedzieliśmy się o tym przez przypadek podczas wieczornej wymiany wrażeń z naszym hostem. Eh. Dobrze wiedzieć. Dobrze też zawsze zachowywać czujność, nawet wtedy, gdy obsługa hotelu mówi - Tak, całe śniadanie jest odpowiednie dla wegetarian. Można wtedy w jednej paście wypatrzeć małe kawałeczki szynki. Jak drobno pokrojone, to nie mięso prawda? Przypominają mi się doświadczenia z badań terenowych pod Szydłowcem - tam po raz pierwszy zadumałam się nad tym, czym jest mięso. Kurczak to przecież nie mięso :)

Podsumowując: w Iranie z opcją wege jest zdecydowanie trudniej niż w Turcji. Często spędzamy godzinę spacerując po mieście, szukając miejsca, gdzie coś moglibyśmy zjeść. Za to sprawdza się korzystanie z internetu i wpisywanie np. "vegetarian restaurant shiraz" - można wtedy znaleźć perełki nie wymienione w lonley planet, w rejonach nieturystycznych. Jeśli wegetariańskie dania znaleźć trudno, to nie wiem, co możemy polecić weganom i wegankom. Daktyle? Falafle? Samboze? Gotowanie samodzielne? Pysznych warzyw i świeżych owoców ci tutaj dostatek. Powodzenia :)

p.s. Jak mogłam zapomnieć! Weganom - i wszystkim innym zresztą też - polecam mieszankę świeżych ziół. Są tutaj dostępne takie gotowe mixy: mięta, bazylia, por, pietruszka, melisa (?) i coś jeszcze czego nie znam - z rzodkiewką i pomidorem, na tackach, gotowe do spożycia z chlebem. Absolutny odjazd i takie fajne pomieszanie smaków, że chce się więcej i więcej. Bardzo odświeżające. W ogóle - mięta hitem wyjazdu.

p.s. a w Yazdzie królują słodycze: wielosmakowe kremy sezamowe, słodkie napoje z żelkami, ciasteczka nadziewane masą orzechową, wata cukrowa ergo jest tu największy w Iranie odsetek osób z cukrzycą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...