Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Nowy Rok, couchsurfing i Persepolis

Mamy nosa do wybierania momentów w trakcie roku, które utrudniają nam podróż. Tak było dwa lata temu w Indonezji, pod koniec Ramadanu. Tak jest i teraz w Iranie, gdy kraj ogarnia mania podróżowania w związku z Nowym Rokiem. No Ruz obchodzony jest w trakcie przesilenia wiosennego. To naturalny początek nowego roku. Zaczęłam się zastanawiać, co zaczyna się 1 stycznia?

W tym okresie musimy z wyprzedzeniem kupować bilety na nocne autobusy. Mamy też trudność ze znalezieniem hostów przez Couchsurfing. Wszyscy zajęci, w podróży, odwiedzają rodzinę, nie znajdą dla nas czasu. Ostatni tydzień pobytu w Iranie spędzamy więc nocując w hotelach.

Z jednej strony jest trudniej - więc odradzamy, z drugiej strony mamy okazję oglądać przygotowania do tego święta - więc polecamy.

Kupienie złotej rybki w okresie przednoworocznym w Iranie to bułka z masłem.
Akwaria - mniejsze i większe - spotykamy w każdym mieście, na każdej
ulicy handlowej.
Wizyta w Persepolis w tym momencie roku też znaczy (dla mnie) więcej. Miejsce to było szczególnie istotne właśnie w okresie No Ruzu. Wtedy to Xerxes przyjmował delegacje, które składały mu dary z całego królestwa - poza tym okresem Persepolis nie pełniło tak ważnej funkcji. I właśnie w tym momencie roku, tyle że prawie 2500 lat później, my mamy okazję wspinać się po tych samych (niemalże) schodach i patrzeć z góry na podobną linię horyzontu.



20 marca to dla obchodów Nowego Roku Irańskiego apogeum radości. Tego dnia obudziło nas około godziny ósmej odliczanie, 10 9 8 ... 3 2 1! Jest! Nowy Rok! Wszystkiego najlepszego! Podekscytowane rodziny, które zjechały się do hotelu, w którym nocowaliśmy, ściskają się, robią z podekscytowaniem foty wokół "ołtarzyka" z ważnymi symbolami: jajka, rzeżucha, czosnek, jabłka, świece, lustro, daktyle, ocet itp.

Prezentacja obowiązkowych elementów, które powinny
pojawić się na noworocznym stole...

...oraz moment przystrajania z okazji No Ruzu
dużego stołu zatopionego w basenie. Patio hoteliku Kohan w Yazd.

W końcu siadają do śniadania (zwykłego, nie zauważyłam na stole specjalnych potraw) i zaczynają obdarowywać się drobnymi prezentami i pieniędzmi. Nam również parę tysięcy tumanów zostało podarowane. Trochę się speszyliśmy, ale zaraz weszliśmy do gry i zaczęliśmy obdarowywać tymi pieniędzmi dzieci. Słodycze, które również dostaliśmy, zachowaliśmy i zjedliśmy ze smakiem.

Uciążliwości związane z Nowym Rokiem można wyliczać długo: zamknięte sklepy, trzeba stawać na głowie i uruchamiać siatkę kontaktów, by wymienić dolary na riale, jest mniej miejsc w hotelach i tłok w miejscach turystycznych - nawet w ziejącym na co dzień pustkami Chak Chak - zoroastriańskiej świątyni pośrodku niczego - jest tłum.

Nie byłam w stanie zrobić zdjęcia,
które pokazywałoby świątynię i/lub wieczny
ogień w niej się tlący, a nie plecy i świecące
czoła innych osób. Więc załączam to ;)

Jednak to poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym i ta radość bijąca od ludzi przeważa nad wszelkimi minusami podróżowania po Iranie w tym okresie. Tak, zdecydowanie polecamy - i pogoda teraz jest idealna - 18-20 stopni + słońce i błękitne niebo. Marzenie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...