Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Wczoraj w Lahore był zamach terrorystyczny

Kompletna zmiana nastroju. W mieście, które od lat uważane jest w Pakistanie za najbezpieczniejsze, wczoraj wieczorem zginęło 70 mam z dziećmi. W niedzielę wielkanocną. Nasz pierwotny plan zakładał przemknięcie Paku, by jak najszybciej znaleźć się w "spokojnym" Pundżabie i znów pudło. Możesz przez parę miesięcy śledzić wiadomości z regionu, by mieć rozeznanie w sytuacji a i tak na taki zwrot akcji się nie przygotujesz.

To w Beludżystanie znaleźliśmy spokój, mimo długiej i niespokojnej granicy z Afganistanem, gdzie w górach swoich pozycji bronią/bronili? Talibowie. Teraz granicę przekraczają uchodźcy afgańscy, którzy uciekają przed Talibami lub ludzie, którzy przez Pakistan chcą wyjechać dalej, do Iranu, za pracą. Policjanci z naszej eskorty zgodnie mówili, że teraz jest tu względnie spokojnie. Ślady po kulach na przednich szybach samochodów, którymi jechaliśmy, opowiadały nam inną historię, ale mam nadzieję to rzeczywiście już przeszłość.

W każdym razie strażnicy również byli przekonani, że w porównaniu z Beludżystanem, w Lahore nic się takiego poważnego nie dzieje. Zaiste, kto by przewidział, ze w świąteczny dzień znajdzie się osoba chętna by, wysadzić się w powietrze w parku rozrywki?

W takiej atmosferze wsiadamy w końcu do pociągu z Quetty do Lahore. To wydarzenie zatrzęsło naszymi dalszymi planami. Przez cały czas zakładaliśmy, że to w Lahore zadecydujemy, jak dalej będziemy podróżować. Chcieliśmy zobaczyć, jak się czujemy tam na miejscu i albo kontynuować poznawanie Paku albo udać się prosto do Indii (40 km dalej). Jednak przez to, że przez cały czas do tej pory w Pakistanie czuliśmy się świetnie (=pewnie, bezpiecznie), zakładałam, że tak szybko Pakistanu nie opuścimy. Teraz już nie jestem tego pewna. Sytuacja jest dynamiczna. Za 24 godzin będziemy w Lahore. Co tam nam podróż przyniesie?

Szczegóły praktyczne:
1. Podróż z Quetty do Lahore trwa jednak 27 godzin... W trakcie pociąg zatrzymuje się na wielu stacjach i można spokojnie wyskoczyć na zewnątrz i kupić ciepły dal i placek roti.
2. NOC można wyrobić nawet w 30 minut a szef "home office" (co to jest home office?) jest w stanie jednym telefonem "zatrzymać" pociąg, by poczekał na dwójkę dzieci we mgle, które dopiero wyrabiają sobie pozwolenie na podróż.
3. Przydaje się spokój wewnętrzny, pogodzenie się z każdym możliwym scenariuszem wydarzeń, delikatny uśmiech na twarzy i mimo wszystko pytanie się, czy nie da się tego szybciej załatwić. Bez dramatu. Da się. Czasami się nie da. Inshallah.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Triund cz. 2 - "Chorzy od powietrza ludzie z nizin"

Ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia pod Triund zajęło nam godzinę. Potrzebowałam co rusz się zatrzymywać, by złapać oddech, serce pikało jak szalone. Żartowałam, że wiem, że mam kiepską kondycję, ale że aż tak, to dla mnie nowość. Widziałam ludzi, którzy jak kozice wskakują po kolejnych stopniach w górę, widziałam drobne dziewczyny, które równo szły w górę... a ja tylko na nie patrzyłam i czułam, że nie daję rady. W głowie tylko skupienie na tym, by wykonać kolejny krok i jeszcze kolejny i tyle. Zawężone horyzonty, tylko najprostsze zadania. Źle się czułam, słaba się czułam. Tak Triund Camp prezentuje się z dołu, z Dhamarshali. W tle widać początek Himalajów. A tak Adam prezentuje się na tle Himalajów Na szczęście po wejściu na polanę obozowiska zmęczenie nie wzięło góry nad zachwytem. Nagle stajesz twarzą twarz z ośnieżonymi ścianami i milczysz i nie wierzysz, jakie to wszystko piękne. Wiesz, że tam na dole, gdzie rano jadłaś śniadanie, jest 30 stopni a tutaj, przed tobą lodow...

Day 18 | Marrakesz - Dom - Lista TOP!

Haha - na koniec jeszcze mała niespodzianka... źle było wczoraj pić tyle soku owocowego i nie jeść nic konkretnego na wieczór... albo to jeszcze powidoki po Taghazout. Tak więc na szczyt listy moich ulubionych leków podróżnych wysforował się Nifuroksazyd! Niezawodny. Drugie miejsce - równie przydatny, choć mniej spektakularny - Węgiel! Podium zamyka... Tymianek i Podbiał (bo w drodze odnowił mi się kaszel, który ledwo wyleczyłam przed wyjazdem), parę dni temu kupiłam więc syrop, nie dosłownie "Tymianek i Podbiał" - ale na pewno tymianek z czymś tam :) - zdecydowana poprawa. Do domu wrócę więc zdrowa :) Myśli końcowe: gdy do Marrakeshu przyjdzie moda na hulajnogi elektryczne, to miasto zmieni się nie do poznania! Wszystkie te przeklęte skutery, które tyle disla palą zamienią się w ciche i szalone hulajnogi - na pewno. Przyjdą inne zmartwienia, ale wtedy przynajmniej byłoby czym w tym mieście oddychać. To niesamowite, że ludziom tutaj jakby wyłączył się instynkt samozac...

Day 7-8-9 - Zakliczyn - Tarnów "Siódmego dnia odpoczywali"

Day 7 Wyjeżdżamy z Amorka sprawnie, po 9. Decydujemy się jeszcze zahaczyć o Zakliczyn, do którego dzień wcześniej nie dotarliśmy. Na poranną kawę - a jak. Tak się złożyło, że najfajniejsze miejsce, by usiąść na Rynku i podelektować się chwilą było… w restauracji przy hoteliku, który wczoraj nas przyjąć nie mógł. Coś tam rzeczywiście musiało się zadziać, bo pani przepraszającym głosem rozmawiała z innymi gośćmi, proponując im przeniesienie do nowego pokoiku. Zagadka Hotelika Missterium :) Gwoli ścisłości - na tym fragmencie opuszczamy Velo Dunajec (i tak nie jest jakoś konsekwentnie i spójnie poprowadzony aż do Tarnowa). I kombinujemy pod gorke :) Dzień miał być krótki, jeśli chodzi o jazdę i bogaty o wrażenia - bo celem była Łękawica odwiedziny w rodzinnych stronach Adama. Okazało się, że choć krótszy - to nie mniej górzysty! Ale podjazd pod każdą górę gwarantuje widoki na górze - więc jak tu się nie uśmiechać przez łzy? :) Po wdrapaniu się do wioseczki Pleśna mieliśmy niemal panor...