Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Sport bez punktów

Dzisiaj był dzień siły - oglądaliśmy zawodników ćwiczących tradycyjny sport irański: zurkhane. Poszliśmy tam bez przygotowania, bez sprawdzania z wyprzedzeniem, o co w tym wszystkim chodzi. Dłuższą chwilę zajęło mi zrozumienie, że to nie będzie widowisko walki bezpośredniej. To ćwiczenie siły, wytrzymałości, równowagi, szacunku i bycia we wspólnocie.

Przed rozpoczęciem części oficjalnej jest rozgrzewka, część zawodników rozciąga się na boku, część podnosi ciężary, jeden człowiek uparcie biega po arenie w kółko i rozgrzewa się przez 20 minut w truchcie.


Dookoła stoją rekwizyty. Początkowo nie mamy pojęcia jak się z nich korzysta. Dopiero w trakcie treningu okazuje się, że "drewniane drzwi" robią za sztangi, "pałki bejsbolowe" grubości uda to ciężarki, którymi wywija się w powietrzu a łańcuchy z blaszkami takimi jak w tamburynie (tylko parę razy większymi) to spektakularne metalowe rzeczy, którymi trzęsie się nad głową.


Treningowi towarzyszy przejmująca muzyka - śpiew i bęben. Całość dzieli się na parę części - w każdej z nich inny zawodnik zapodaje nowe ruchy, które reszta osób powtarza. Na początku rozciąganie, parę pozycji z jogi, parę pozycji, których wcześniej nie widziałam na oczy. Ważne jest, by wszystkie ruchy wykonywać w rytmie. Nawet nie chodzi o to, by wszystko tak samo wykonywać. Ważne, by co jakiś czas spotykać się w tym samym momencie w ukłonie, w schyleniu, w psie z głową do dołu. Poza tym można inaczej się wyginać, a nawet podskakiwać i wirować w powietrzu.


Kolejne części ćwiczą kolejne partie mięśni, wszystko prowadzi do momentu, gdy rozgrzani już zawodnicy popisują się skokami i piruetami - kto dłużej, kto szybciej, kto stabilniej. Jest w tym doza rywalizacji, ale jest też współpraca i szacunek - każdy ćwiczy w taki sposób w jaki może, na ile pozwala wiek, doświadczenie i ciało. Na jednym ringu spotykają się starsi mężczyźni, spokojnie po sześćdziesiątce i młodzi, którzy ledwie rozpoczęli nasty rok. Najwięcej jest dwudziestolatków. Wszystkich łączy jednak rytm i wspólne wykonywanie podobnych ćwiczeń. Tak, jest w tym coś, z błędnego wirowania derwiszy. Sufizm jako leitmotiv naszej podróży - sprawdza się to po raz kolejny i nie ostatni.

A cały ten ceremonialny trening miał miejsce właśnie tu - w rezerwuarze wody,

Szczegóły praktyczne:
W Yazdzie jest plac Chackmacka. Warto zajść do informacji turystycznej i podpytać, gdzie w okolicy jest trening i kiedy dokładnie się rozpoczyna. My trafiliśmy do miejsca łączącego dwie funkcje: w piwnicy rezerwuar wody, który można zwiedzić, a na parterze sala do ćwiczeń przesiąknięta zapachem potu. Budynek wyróżnia się jedynymi w okolicy placu wieżami wiatrowymi. Bilet wstępu teoretycznie 4.000 tumanów, w praktyce chcą więcej, ale można się łatwo stargować do 5.000 tumanów. W innym mieście Iranu - Meybod - też natknęliśmy się na salę do ćwiczeń zurkhane, tam drzwi były szeroko otwarte, więc załkadam, że wstęp za friko :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...