Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Iran - wiem, że nic nie wiem

Co dzień mierzę się z tym, jak mało wiem o historii i teraźniejszości Iranu i o ile mój pobyt tutaj byłby pełniejszy, gdybym lepiej się w tych tematach orientowała. Próbuję więc teraz, na bieżąco, z wypowiedzi dziesiątek spotkanych już osób, szyć patchwork i tworzyć jakąś całość, która miałaby dla mnie znaczenie, była zrozumiała.

Nigdy nie zapominajmy, gdzie jesteśmy. Wielki Brat wciąż patrzy

Przed przyjazdem tutaj wiedziałam o rewolucji, która miała tu miejsce na przełomie lat 70 i 80. Nie byłam jednak świadoma nostalgii, jaką Irańczycy żywią do byłego króla - szacha, którego rządy zastąpili ajatollahowie. Do tej pory KAŻDA osoba, z którą rozmawiamy na tematy społeczne i polityczne podkreśla, jak bardzo rewolucja stłumiła rozwój Iranu. Tę tęskontę za utraconym "ojcem" podzielają nawet młodzi ludzie, którzy nie znają innego Iranu niż ten po zmianie systemu.

Kiedyś było to jedno z najlepszych miejsc do życia, teraz gospodarka się nie rozwija... Sankcje nałożone na Iran uderzają w zwykłych ludzi... Rząd i tak realizuje swoje cele, niezależnie od blokady gospodarczej a za odseparowanie kraju płacą zwykli ludzie... Władza nie dba teraz o dobro mieszkańców... 90% tego, co mamy, zawdzięczamy szachowi... kolej też mamy od niego...*

Nasi rozmówcy widzą też, że kolejna zmiana nadchodzi. W ostatnich latach, dzięki prezydenturze Rouhaniego kraj się otwiera, liberalizuje, wchodzi w konstruktywny dialog międzynarodowy. W 2009 roku 800.000 ludzi (różne są szacunki - od Teherańczyków słyszymy, że właśnie 800.000) demonstrowało na ulicach Tehranu, setki z nich ucierpiało, zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach, dużo więcej zastraszono. Jednak zbyt dużo ludzi zmęczonych jest obecną sytuacją, zbiera się masa krytyczna, zmiana nadejdzie.

Poznać to można zresztą po wynikach wyborów do parlamentu, które odbyły się dwa tygodnie temu. Wygrała szeroka koalicja sił liberalnych i "niehamulcowych konserwatywnych". Otwiera to drogę dla dalszych reform, które prezydent planuje zainicjować. Nikt nie łudzi się, że będzie to łatwe. Parlamentarzyści i parlamentarzystki z koalicji różnią się między sobą znacznie. Nie mniej jednak w tych wyborach Irańczycy i Iranki pokazali solidarność na rzecz otwarcia się i przeciwko fundamentalizmowi religijnemu.

Póki co, gdy rozmawiamy o tym, w jaki sposób władza i jej liczne agencje bezpieczeństwa kontrolują sytuację, pojawiają się szepty, część osób nie chce wprost nazywać sytuacji. Pozostaje nam tylko domyślać się słów nie wypowiedzianych na głos i trzymać kciuki za realizację dążeń do wolności.



* Ciekawe, jak szybko zapominane są pewne fakty. Iran tajne służby, nad którymi teraz władzę mają przywódcy religijni, Iran również zawdzięcza szachowi...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Triund cz. 2 - "Chorzy od powietrza ludzie z nizin"

Ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia pod Triund zajęło nam godzinę. Potrzebowałam co rusz się zatrzymywać, by złapać oddech, serce pikało jak szalone. Żartowałam, że wiem, że mam kiepską kondycję, ale że aż tak, to dla mnie nowość. Widziałam ludzi, którzy jak kozice wskakują po kolejnych stopniach w górę, widziałam drobne dziewczyny, które równo szły w górę... a ja tylko na nie patrzyłam i czułam, że nie daję rady. W głowie tylko skupienie na tym, by wykonać kolejny krok i jeszcze kolejny i tyle. Zawężone horyzonty, tylko najprostsze zadania. Źle się czułam, słaba się czułam. Tak Triund Camp prezentuje się z dołu, z Dhamarshali. W tle widać początek Himalajów. A tak Adam prezentuje się na tle Himalajów Na szczęście po wejściu na polanę obozowiska zmęczenie nie wzięło góry nad zachwytem. Nagle stajesz twarzą twarz z ośnieżonymi ścianami i milczysz i nie wierzysz, jakie to wszystko piękne. Wiesz, że tam na dole, gdzie rano jadłaś śniadanie, jest 30 stopni a tutaj, przed tobą lodow...

Day 18 | Marrakesz - Dom - Lista TOP!

Haha - na koniec jeszcze mała niespodzianka... źle było wczoraj pić tyle soku owocowego i nie jeść nic konkretnego na wieczór... albo to jeszcze powidoki po Taghazout. Tak więc na szczyt listy moich ulubionych leków podróżnych wysforował się Nifuroksazyd! Niezawodny. Drugie miejsce - równie przydatny, choć mniej spektakularny - Węgiel! Podium zamyka... Tymianek i Podbiał (bo w drodze odnowił mi się kaszel, który ledwo wyleczyłam przed wyjazdem), parę dni temu kupiłam więc syrop, nie dosłownie "Tymianek i Podbiał" - ale na pewno tymianek z czymś tam :) - zdecydowana poprawa. Do domu wrócę więc zdrowa :) Myśli końcowe: gdy do Marrakeshu przyjdzie moda na hulajnogi elektryczne, to miasto zmieni się nie do poznania! Wszystkie te przeklęte skutery, które tyle disla palą zamienią się w ciche i szalone hulajnogi - na pewno. Przyjdą inne zmartwienia, ale wtedy przynajmniej byłoby czym w tym mieście oddychać. To niesamowite, że ludziom tutaj jakby wyłączył się instynkt samozac...

Day 7-8-9 - Zakliczyn - Tarnów "Siódmego dnia odpoczywali"

Day 7 Wyjeżdżamy z Amorka sprawnie, po 9. Decydujemy się jeszcze zahaczyć o Zakliczyn, do którego dzień wcześniej nie dotarliśmy. Na poranną kawę - a jak. Tak się złożyło, że najfajniejsze miejsce, by usiąść na Rynku i podelektować się chwilą było… w restauracji przy hoteliku, który wczoraj nas przyjąć nie mógł. Coś tam rzeczywiście musiało się zadziać, bo pani przepraszającym głosem rozmawiała z innymi gośćmi, proponując im przeniesienie do nowego pokoiku. Zagadka Hotelika Missterium :) Gwoli ścisłości - na tym fragmencie opuszczamy Velo Dunajec (i tak nie jest jakoś konsekwentnie i spójnie poprowadzony aż do Tarnowa). I kombinujemy pod gorke :) Dzień miał być krótki, jeśli chodzi o jazdę i bogaty o wrażenia - bo celem była Łękawica odwiedziny w rodzinnych stronach Adama. Okazało się, że choć krótszy - to nie mniej górzysty! Ale podjazd pod każdą górę gwarantuje widoki na górze - więc jak tu się nie uśmiechać przez łzy? :) Po wdrapaniu się do wioseczki Pleśna mieliśmy niemal panor...