Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Day 9 | Rabat - Ah! Za krótko!

Przyjechaliśmy dosyć zmachani po 6h w autobusie i dopiero o 15 wyszliśmy na miasto... co przy zmroku zapadającym przed 19 daje stosunkowo niewiele czasu do zasmakowania stolycy.
Pierwszy raz eksperymentowaliśmy tu z taksówkami - wcześniej wszędzie udawało nam się dotrzeć albo na piechotę albo transportem publicznym - teraz mieliśmy wyścig z zachodzącym słońcem i uznaliśmy to za stosowne ;)
Oceniam, że w tym czasie zrobiliśmy 110% - choć najciekawszą rzecz - kasbę wiszącą nad oceanem - oglądaliśmy już o zmroku.
Rabat spodobał mi się ze względu na swoje zielone przestrzenie, fajne wilgotne powietrze nadmorskie, szerokie ulice i luz, który czuliśmy spacerując niezatłoczonymi ulicami.
Pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy (po krótkiej lekcji od taksówkarza, jak powiedzieć dziękuję, witaj i przepraszam) to Szalla - miasteczko założone jeszcze w czasach antycznych przez Fenicjan, przejęte i opuszczone przez Rzymian a następnie wskrzeszone przez sułtanów z dynastii Merinidów. Obecnie jest to orzeźwiający ogród wypełniony ruinami, na terenie którego jest ponoć 75 gniazd bocianich. A więc znów się potwierdza - podróżujemy ich śladem.



W drodze do Kasby zatrzymaliśmy się na terenie niedokończonego i zniszczonego trzęsieniem ziemi ogromnego meczetu. Teraz jest to plac z kolumnami, które stwarzają niezliczone możliwości do zrobienia sobie zdjęcia. Widzieliśmy ludzi, którzy na nich stali w grupkach, którzy „łapali” je  precyzyjnym ruchem imadła dłoni, którzy na ich szczycie strzelali profesjonalne pozy. Co powiedziałby sułtan?


I jeszcze spacer mediną i potem zaskakującymi bulwarami. Tu słońce poszło w swoją stronę a my resztę dnia spędziliśmy kręcąc się po kasbie i wyobrażając sobie, jak wygląda w świetle dziennym.
Jutro Essouira i zdecydowanie zasługujemy na odpoczynek i nic-nie-robienie.




P.s. I jeszcze zapiszę tu, by nie zapomnieć, że Rabat to miejsce, gdzie zdobyliśmy pewność, że kwota, którą słyszymy, jest kwotą, którą rzeczywiście powinniśmy zapłacić - a nie większą
- uliczne naleśniki msemmen (good news - wegańskie) - kosztują po prostu 3 dirhamy
- taksówka kosztuje po prostu tyle, ile nabije licznik - lub tyle na ile umówisz się z kierowcą (co jest zbliżone do kwoty naliczanej przez licznik)
- woda nie z lodówki, kosztuje taniej niż woda z lodówki. 
Taki spokój w głowie - po prostu można chłonąć okolicę. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...