Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Może mogliśmy to rozegrać inaczej. Może trzeba było wcześniej wstać, szybciej zjeść śniadanie i zamiast godzinnego spaceru przez miasto wskoczyć w petit taxi. Nie zrobiliśmy żadnej z tych rzeczy - w efekcie przed bramą ogrodów Majorelle byliśmy około 11. Tak samo jak dziesiątki innych oczekujących w kolejce na wejście. Tak długiej, że pierwszą reakcją naszą było - olać to, nie czekamy. A jednak poczekaliśmy - ponad pół godziny. I myślę, że było warto.
W środku ogrodów - oczywiście zalew zieleni. Kaktusy, wszystkie odmiany cytrusów, gaj bambusowy i zaskakująca, minimalistyczna architektura w mocnych barwach. I przede wszystkim chwila odpoczynku od wszechogarniającego zapachu beznyny i spalin.
Wybraliśmy opcję zwiedzania ogrodów włącznie z muzeum berberskim. Warto nawet choćby tylko dla doświadczenia iluzji optycznej w jednej z sal. Wiesz, że jesteś w małym domku, wiesz, że dochodzisz do ostatniej salki z ekspozycją... i nagle znajdujesz się pośrodku nieskończenie przestrzennej sali, pod rozgwierzdżonym niebem, na pustyni nocą, w kręgu stoją onieśmielające postacie - uginające się pod metalowo-kamienną biżuterią, zapiera ci dech w piersi. Wszystko za sprawą luster i sprytnie umieszczonych ledów na suficie. Magia pryska - ale zachwyt nad skomplikowanymi wzorami pozostaje. Proste rzeczy. Warto czasami trochę poczekać.
![]() |
| Skuterów tu brak - ale koty nie znają granic :) i dumnie kroczą nawet pomiędzy kaktusami |
W środku ogrodów - oczywiście zalew zieleni. Kaktusy, wszystkie odmiany cytrusów, gaj bambusowy i zaskakująca, minimalistyczna architektura w mocnych barwach. I przede wszystkim chwila odpoczynku od wszechogarniającego zapachu beznyny i spalin.








Komentarze
Prześlij komentarz