Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Casablanka spodobała się nam nim to stało się modne. To miasto ma Taki Potencjał! Ocean, mega meczet - to wiadomo. Ale dzielnica kamienic w neomauretańskim stylu? Szacun. Gdyby tylko wszystkie z nich odnowić - obecnie tylko wybrane z nich świecą bielą w słońcu. Są cudowne. Idziesz tymi uliczkami i nie wiesz, gdzie się znajdujesz - Havana? Belgrad? Zadar? Nie - to coś innego i wyjątkowego. Zupełnie inny klimat niż "krakowski" Marrakesh - Casablanka to wielkomiejskość z rozmachem.
Dodatkowe plusy za:
> tramwaj, który bezpośrednio zabierze cię z dworca do centrum, skąd blisko do starej mediny i do Nowego Miasta.
> kawiarnię La Sqala w starej warowni w murach mediny, bo smacznego tajina z warzyw sezonowych nigdy za wiele
> bliżej nieokerślone grafiti to tu to tam:
> klimatyczne wejście do guesthause, gdzie się zatrzymaliśmy na jedną noc:
> oraz - last but not least - za pieski i kotki.
> tramwaj, który bezpośrednio zabierze cię z dworca do centrum, skąd blisko do starej mediny i do Nowego Miasta.
> kawiarnię La Sqala w starej warowni w murach mediny, bo smacznego tajina z warzyw sezonowych nigdy za wiele
> bliżej nieokerślone grafiti to tu to tam:
> targ warzywny ze stanowiskami uginającymi się od świeżych papryk, cukinii, bakłażanów, rzep, marchewek i kolendry:
> klimatyczne wejście do guesthause, gdzie się zatrzymaliśmy na jedną noc:
> oraz - last but not least - za pieski i kotki.









Komentarze
Prześlij komentarz