Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Dzień spędzony w trasie - ale bardzo komfortowo. 9.30 pociąg do Marrakeszu, tam 1,5h na obiadek i autobusem Supratours (dworzec tuż przy "PKP") do Essaouiry. 17.30 meldujemy się nad oceanem. Z różnych opcji do wyboru takie połączenie pociągu i wygodnego autokaru było dla nas najlepsze (bilety zakupione w ONCF = "PKP" - fajnie wymyślili taką opcję podstawiania autobusów pod swoje dworce, by rozwozić gawiedź po turystycznych lokalizacjach tam, gdzie tory nie sięgają).
Czy już mówiłam, że polubiłam Rabat? Rano idąc na dworzec jeszcze zdążyliśmy się zajarać paroma budynkami i usiedliśmy na herbatce i smoothie z awokado. Podoba mi się tutejszy zwyczaj szybkich śniadań w kawiarniach - czasami tylko kawusia i gazetka (vel smartphone), czasami msemen z oliwą lub miodem. Okazja do nastawienia się pozytywnie na cały dzień.
![]() |
| Zrobiłam sobie zdjęcie z królem. |
W Marrakeshu tuż przy dworcu wpakowaliśmy się do fajnej restauracyjki, w której znaleźliśmy wszystko co potrzeba - świeży sok, zupę krem ze słodkich ziemniaków, warzywny tajine i wi-fi. Tego dnia mieliśmy dobrze ustawione priorytety - przede wszystkim jedzenie i wygoda. Wcześniej - szczególnie w pierwszych dniach, jakoś zdarzało się, że chodziliśmy głodni! ...bo byliśmy długo w drodze i nie ogarnęliśmy prowiantu, ...bo mało czasu a tyle rzeczy do zobaczenia. W sumie żadne powody.
![]() |
| ...i jeszcze zjadłam z królem obiad :) |
Po przyjeździe do Essaouiry znaleźliśmy tylko czas na przywitanie się z oceanem :) ale jakie to było przywitanie!




Komentarze
Prześlij komentarz