Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Przed nami kolejny wypad. 18 dni. Tym razem Maroko razem. Zaklinanie rzeczywistości. Dwie sroki za ogon. Mieć ciastko i zjeść ciastko. Tylko, że ciastko dość małe i tylko troszkę można go uszczknąć. Ale i tak smaczne. Wystarczy. Można by więcej, na dłużej, ale to równałoby się rezygnacji z innych cudownych rzeczy, tu, na miejscu, w domu.
Poprzednio - 8 lat temu - o tej porze roku, szykowałam się do pierwszego spotkania z Marrakeszem. A Adam był wtedy na swojej pierwszej wyprawie do Indii, świętując sylwestra na Goa. Fast-forward do chwili obecnej - siedzimy na lotnisku, pobieramy ostatnie mapy maps.me, pijemy kawę, doczytujemy ostatnie newsy o sędziach, o pożarach, o Trumpie, o Johnsonie - jakby nasza uwaga mogła zmienić losy świata. Skrzętnie omijamy artykuły o premierze StarWars i Wiedźmina - tego nie zdążyliśmy przed wyjazdem, nadrobimy w styczniu. Rozmawiamy o rzeczach, które spakowaliśmy - że moje to prawie dokładnie takie, jakie brałam parę lat temu w drogę do Indii, że Adama to takie hipisowskie, których na codzień już nie nosi. Przebieramy się. Tylko kiedy - teraz, czy tu w Warszawie?
Intencje na najbliższe tygodnie:
- odpocząć
- spędzić dobry czas razem
- porozmawiać z nieznajomym
- zobaczyć coś fajnego - opowiadaczy w akcji
- zjeść coś fajnego
- pójść na lekcję gotowania
- nauka doceniania chwili
- kąpiel w oceanie
- wycieczka rowerowa
- równoważyć pobyt w miastach z byciem w naturze
- zgubić się w medinie i odnaleźć drogę
- postąpić tak, jak poleciła mi wczorajsza herbatka jogi tea: your heart will guide you!
Poprzednio - 8 lat temu - o tej porze roku, szykowałam się do pierwszego spotkania z Marrakeszem. A Adam był wtedy na swojej pierwszej wyprawie do Indii, świętując sylwestra na Goa. Fast-forward do chwili obecnej - siedzimy na lotnisku, pobieramy ostatnie mapy maps.me, pijemy kawę, doczytujemy ostatnie newsy o sędziach, o pożarach, o Trumpie, o Johnsonie - jakby nasza uwaga mogła zmienić losy świata. Skrzętnie omijamy artykuły o premierze StarWars i Wiedźmina - tego nie zdążyliśmy przed wyjazdem, nadrobimy w styczniu. Rozmawiamy o rzeczach, które spakowaliśmy - że moje to prawie dokładnie takie, jakie brałam parę lat temu w drogę do Indii, że Adama to takie hipisowskie, których na codzień już nie nosi. Przebieramy się. Tylko kiedy - teraz, czy tu w Warszawie?
Intencje na najbliższe tygodnie:
- odpocząć
- spędzić dobry czas razem
- porozmawiać z nieznajomym
- zobaczyć coś fajnego - opowiadaczy w akcji
- zjeść coś fajnego
- pójść na lekcję gotowania
- nauka doceniania chwili
- kąpiel w oceanie
- wycieczka rowerowa
- równoważyć pobyt w miastach z byciem w naturze
- zgubić się w medinie i odnaleźć drogę
- postąpić tak, jak poleciła mi wczorajsza herbatka jogi tea: your heart will guide you!
![]() |
| Aż żal wyjeżdżać ;) |

Komentarze
Prześlij komentarz