Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
...i tu brakuje mi zdjęcia kota z Marakeszu! Tyle ich tutaj! Biało czarne, bure, rude, w prążki. Trochę zahukane, ale jednak dzielnie i z uporem przemykające pomiędzy skuterami.
A tych skuterów to ze 40! Suną wąskimi uliczkami, chodnikami, pomiędzy pieszymi i straganami. Aż gorzko w gardle od spalin.
Mieszkamy blisko pozostałości po pałacu El-Badi - cieszę się, że tym razem dalej od Jamaa El Fna. Tu też turystycznie, ale mniej człowieka na człowieku. No i są bociany! Zamieszkują mury El Badi. Wyobrażam sobie taki zbieg okoliczności - boćka ze zdjęcia poniżej pół roku temu uwieczniłam na zdjęciach z Suwalszczyzny. Niesamowite!
Suk El Maasi:
I gdzieś na drodze do tymczasowego domu (przy placu, gdzie znajduje się jedna z trzech zlokalizowanych przez nas dzisiaj Earth Cafes - z wegańskimi daniami, będącymi wariacją na temat wyobrażenia o vegan fusion cuisine...)







Komentarze
Prześlij komentarz