Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Lekcja gotowania marokańskiego była na bucket-liście od początku tego wyjazdu, a może nawet jeszcze wcześniej. Te parę lat temu, kiedy byłam tu po raz pierwszy, gotowaliśmy tajine z hostami na couchsurfingu. Było pysze i wydawało się bajecznie proste. Wróciłam do Polski z glinianym naczyniem do tajina i nawet co jakiś czas z niego korzystam - ale cały czas z przeświadczeniem, że to nie to, że robię coś nie tak, za bardzo się przypala na spodzie cebulka, za wiele rzeczy pakuję do środka, piramidka z warzyw jakoś "nie tak" wygląda itp itd.
Nie starczyło nam czasu na gotowanie w Marrakeszu, nie mieliśmy takiej możliwości w Casablance. No więc w Fez! Ale - w miejscu, które namierzyliśmy wcześniej (w Clock Cafe) lekcje gotowania zapełnione na full. Więc może za parę dni w Chefshaouen? ... Zerkam na Trip Advisora i widzę, że jest jeszcze parę innych klas gotowania w Fezie - w tym w Riadzie Anata, gotowanie z Samirą.
Napisałam do nich maila, szybko dostałam odpowiedź i już parę godzin później czekaliśmy w modern wnętrzu bajecznego riadu na naszą mistrzynię.
Nie wiem, czy ma sens opisywanie, jak ta lekcja przebiegła - przecież i tak nie da się wyrazić tej ekscytacji, zaciekawienia, wzruszenia, rozsmakowania. Było pięknie. A Samira ma najpiękniejszą pracę na świecie - prawie co dzień, kiedy prowadzi lekcje, sprawia, że ludzie się cieszą, uwielbiają wspólnie przygotowane jedzenie, są jej wdzięczni, że odsłoniła skrawek tajemnicy stojącej za idealnym zaaloukiem (podpieczony bakłażan na ogniu), czy idealnym tajinem (przyprawy rozmieszane z wodą, którymi polewa się piramidkę warzyw), czy idealną herbatą miętową (z dodatkiem sparzonego piołunu vel absyntu).
Finalna kolacja na dachu ekskluzywnego riadu to była prawdziwa uczta mistrzów. Zachodzące słońce, panorama Fez, delikatna muzyka, miękki ciepły koc, tajine warzywny z rodzynkami, zupa soczewicowa, sałatka z gotowanej kapusty, sałatka z pieczonego bakłażana i koktail z rzodkiewki marokańskiej, z sokiem z cytryny i garścią innych owoców. Wszystko przygotowane przez nas wspólnie, pod czujnym okiem Samiry.
W domu czeka nas prawdziwy sprawdzian - wyjdzie tajine czy nie wyjdzie?
Nie starczyło nam czasu na gotowanie w Marrakeszu, nie mieliśmy takiej możliwości w Casablance. No więc w Fez! Ale - w miejscu, które namierzyliśmy wcześniej (w Clock Cafe) lekcje gotowania zapełnione na full. Więc może za parę dni w Chefshaouen? ... Zerkam na Trip Advisora i widzę, że jest jeszcze parę innych klas gotowania w Fezie - w tym w Riadzie Anata, gotowanie z Samirą.
Napisałam do nich maila, szybko dostałam odpowiedź i już parę godzin później czekaliśmy w modern wnętrzu bajecznego riadu na naszą mistrzynię.
Nie wiem, czy ma sens opisywanie, jak ta lekcja przebiegła - przecież i tak nie da się wyrazić tej ekscytacji, zaciekawienia, wzruszenia, rozsmakowania. Było pięknie. A Samira ma najpiękniejszą pracę na świecie - prawie co dzień, kiedy prowadzi lekcje, sprawia, że ludzie się cieszą, uwielbiają wspólnie przygotowane jedzenie, są jej wdzięczni, że odsłoniła skrawek tajemnicy stojącej za idealnym zaaloukiem (podpieczony bakłażan na ogniu), czy idealnym tajinem (przyprawy rozmieszane z wodą, którymi polewa się piramidkę warzyw), czy idealną herbatą miętową (z dodatkiem sparzonego piołunu vel absyntu).
Finalna kolacja na dachu ekskluzywnego riadu to była prawdziwa uczta mistrzów. Zachodzące słońce, panorama Fez, delikatna muzyka, miękki ciepły koc, tajine warzywny z rodzynkami, zupa soczewicowa, sałatka z gotowanej kapusty, sałatka z pieczonego bakłażana i koktail z rzodkiewki marokańskiej, z sokiem z cytryny i garścią innych owoców. Wszystko przygotowane przez nas wspólnie, pod czujnym okiem Samiry.
W domu czeka nas prawdziwy sprawdzian - wyjdzie tajine czy nie wyjdzie?
![]() |
| Takie chwile jak te nie zdarzają się zbyt często-o-o-o |






Komentarze
Prześlij komentarz