Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Tuż przed wyjazdem z Marrakeszu chcieliśmy jeszcze odwiedzić "nasz pałac" - do murów którego przytulił się "nasz" hostel. W wersji 100% odwiedzilibyśmy jeszcze "ten drugi pałac w naszej okolicy" - ale mając do dyspozycji określony czas przed pociągiem, wybraliśmy przygodę na targu i zaopatrzenie się w wałówkę (oliwki, awokado, banany i chleb) niż zwiedzanie "kolejnego" pałacu. Przygoda na targu zakończona pełnym sukcesem (udało nam się po raz pierwszy kupić tutaj jedzenie w cenach, które uznajemy za zbliżone do tych normalnych - pojemnik oliwek za 10, kiść bananów i dwa awokada za 20, trzy chlebki za 3 - razem 33MAD = circa 3,3euro).
El-Badi okazał się przestronny i zaskakujący. Z tego co zrozumiałam komnaty znajdowały się na poziomie -1 połączone labiryntem korytarzy. A samo wnętrze pałacu, ogrodzone wysokim murem, to pusta przestrzeń wypełniona wodną sadzawką i dwoma basenami zieleni - rosną w nich drzewka pomarańczowe, a przez to, że zasadzono je poniżej poziomu dziedzińca, wystają tylko nieznacznie - taki sprytny sposób na "dywan zieleni", którego nie trzeba mozolnie strzyc ;)
Ta wielka otwarta przestrzeń wnętrza pałacu stanowi niezły kontrast w stosunku do gęstej sieci uliczek mediny na zewnątrz. Tak jakby oznaką statusu była jak największa wolna przestrzeń, którą zagarniesz dla swojej obecności - a nie najwyższa wieża kościoła, który postawisz czy największy pomnik, który ufundujesz.
El-Badi okazał się przestronny i zaskakujący. Z tego co zrozumiałam komnaty znajdowały się na poziomie -1 połączone labiryntem korytarzy. A samo wnętrze pałacu, ogrodzone wysokim murem, to pusta przestrzeń wypełniona wodną sadzawką i dwoma basenami zieleni - rosną w nich drzewka pomarańczowe, a przez to, że zasadzono je poniżej poziomu dziedzińca, wystają tylko nieznacznie - taki sprytny sposób na "dywan zieleni", którego nie trzeba mozolnie strzyc ;)
Ta wielka otwarta przestrzeń wnętrza pałacu stanowi niezły kontrast w stosunku do gęstej sieci uliczek mediny na zewnątrz. Tak jakby oznaką statusu była jak największa wolna przestrzeń, którą zagarniesz dla swojej obecności - a nie najwyższa wieża kościoła, który postawisz czy największy pomnik, który ufundujesz.



Pałac kiedyś był ponoć totalnie piękny - teraz wymaga totalnego wysiłku wyobraźni, by przywrócić do życia te elementy, które zburzono, których się pozbyto. Mimo to - a może właśnie dlatego - jest w nim coś fajnego. No i przede wszystkim, na swój zimowy dom to właśnie ten pałac wybrały sobie bociany.

Komentarze
Prześlij komentarz