Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Mieliśmy o 7 rano jechać do Sukadany. Nie pojechaliśmy, bo o 20 poprzedniego dnia sprawdziliśmy maile. Okazało się, że dostaliśmy kontakty do dwóch organizacji, które mają swoje biura w Ketapangu. Spotkaliśmy się z pracownikami fundacji Palung i Fauna Flora International.
W czasie drugiego spotkania okazało się, że jest możliwość odwiedzenia społeczności, która zarządza własnym lasem. Stwierdziliśmy, że to nasza szansa, żeby zobaczyć to, o czym do tej pory słuchaliśmy i pogadać z ludźmi korzystającymi z lasu. Jedziemy trochę w głąb wyspy, tam gdzie nie ma zasięgu.
Znów wyjazd do Sukadany przesunął się o jeden dzień. Płyniemy.
W czasie drugiego spotkania okazało się, że jest możliwość odwiedzenia społeczności, która zarządza własnym lasem. Stwierdziliśmy, że to nasza szansa, żeby zobaczyć to, o czym do tej pory słuchaliśmy i pogadać z ludźmi korzystającymi z lasu. Jedziemy trochę w głąb wyspy, tam gdzie nie ma zasięgu.
Znów wyjazd do Sukadany przesunął się o jeden dzień. Płyniemy.
a.
Komentarze
Prześlij komentarz