Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Coraz głębiej


Dworzec kolejowy w Bogor. Upał, siedzimy w cieniu, ludzie na nas patrzą, z daleka robią zdjęcia. Para z Iranu podchodzi się przywitać. Czekamy na Rullego, który ma po nas przyjechać. Dostajemy smsa. Przechodzimy w miejsce bliżej ulicy, gdzie co chwilę małe busiki zatrzymują się, a kierowcy zapraszają nas do środka. Friend will come, hello, don’t want – mówimy często, chociaż częściej się po prostu uśmiechamy i machamy ludziom. Pot leje się po karku. Rully jest blisko, tylko utknął w korku.
Przed wyjazdem jedyny kontakt w Indonezji miałem do niego. Umówiliśmy się na spotkanie w Jakarcie, ale przez to, że jego biuro było niedostępne przez kilka dni, pracował z domu w Bogor. Pojechaliśmy tam pociągiem.

Rully pomógł nam znaleźć miejsce do spania. Zaprowadził nas do dwóch organizacji – RARE (dzięki osobom tam pracującym mieliśmy kontakty do kolejnych organizacji) i The Borneo Orangutan Survival Foundation. Dzięki tym wizytom cel naszej wyprawy zaczął się ukonkretniać. Chcieliśmy wiedzieć, ile naprawdę możemy tutaj zrobić.

Pojechaliśmy do domu Rullego, gdzie poznaliśmy jego rodzinę i rozmawialiśmy o zmianach klimatu i działaniach wspierających ich powstrzymanie. Dużo, dużo danych, niesamowitych informacji, odklejanie się wyobrażeń od rzeczywistości. Głowy nam parowały. Jednak dzięki tym informacjom mogliśmy zaplanować podróż i kupić bilety na Borneo. Nie do wschodniej części, jak na początku planowaliśmy, ale do zachodniej, żeby odwiedzić klinikę ASRI. Biletów było coraz mniej, więc musieliśmy się spieszyć. Idul Fitri to koniec ramadanu. Czas, kiedy muzułmanie jadą do swoich rodzin, czas wielkiego świętowania i mega zajętości transportu i miejsc w hotelach i hostelach.

Jest coś, co szczególnie zostało w mojej pamięci po tej rozmowie. Rully mówił o dumie. A w zasadzie o czynieniu ludzi dumnymi z tego, co mają. Kiedy tego elementu brakuje, ludzie nie chronią swoich lasów, pól, tylko łatwo je sprzedają czy porzucają. Nie dbają też o swoje miejscowości. Miałem idealne przeniesienie tego na sens warsztatów, które prowadzę w Polsce.

Za nami był ważny czas ogarniania i planowania. Wiemy, gdzie jechać, po co i kiedy mamy to zrobić. Dzięki Rully za pomoc.

Koło 21 pojechaliśmy taksówką do hostelu.
a.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...