Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Taksówka o 2 w nocy, autobus na lotnisko w Jakarcie o 2:30, od piątej już w Jakarcie, wylot mamy o 11, a ja mam zejście. Najpewniej leki na malarię wywołały przewrót ustroju. Zuza za to ma zapalenie dziąsła. Jak przez mgłę przeleciał dzień - spanie, samolot, spanie, znów samolot, ogarnianie hotelu i spanie.
Borneo obydwoje przywitaliśmy w półśnie. Niska zieleń, beżowe paski ziemi i zielone kropki plantacji, brunatne rzeki, dymy wypalania, czarne ślady po wypaleniu. Samej dżungli zostało bardzo niewiele. Przewrót ustroju.
Borneo obydwoje przywitaliśmy w półśnie. Niska zieleń, beżowe paski ziemi i zielone kropki plantacji, brunatne rzeki, dymy wypalania, czarne ślady po wypaleniu. Samej dżungli zostało bardzo niewiele. Przewrót ustroju.
a.
Komentarze
Prześlij komentarz