Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Trudna ta Dżakarta dla mnie. Miasto przepełnione motorami i samochodami – nie widzę ludzi, widzę pojazdy. Nie czuję klimatu, czuję spaliny. Szukam miejsc, które mnie zafascynują – znajduję miejsca, o które ktoś kiedyś dbał, a teraz już nie. Może jeszcze dotrzemy do takich wyjątkowych zakątków Dżakarty – póki co Kota (stare miasto, dzielnica portowa).
Wysiadamy z TransJakarty (system autobusowy opracowany tak jakby był metrem = łatwo się w nim zorientować) i kierujemy się na północ do portu.
Mijamy budynki, których okres świetności już bardzo dawno minął. Czuję się jakbym chodziła po składzie, do którego trafiają nieudane prezenty, niedopasowane do tali sukienki, piękne okulary w których osobie obdarowanej jest nie do twarzy, chybione pomysły na niespodzianki, sprzęt techniczny bez instrukcji obsługi lub części zamiennych. Rzeczy te, potencjalnie piękne, nie są użyteczne, przykrywa je warstwa kurzu, powoli niszczeją. Dachy się zapadają – nie są restaurowane, bo do nikogo nie należą – mentalnie. W zasadzie stanowią jednak najstarszą część tego miasta, ale wybudowaną przez Portugaczyków i Holendrów. Nie mogę otrzepać się z tego wrażenia zaniedbania. Czekam na fragmenty organicznie tutaj stworzone, autentyczne, swojskie, otoczone troską – poszukiwania trwają.
Ujmujący koniec tego dnia to wypełnienie ankiety i rozmowa z ankieterem. Toczy się bowiem w Dżakarcie badanie na ponad 1000 respondentów, badające preferencje przybywających tutaj turystów. Wypełniam ankietę z radością, zastanawiam się co mi ją sprawiło. Być może możliwość podzielenia się swoim wrażeniem, uczucie wysłuchania, chwila odnalezienia się w sytuacji – do tej pory bowiem szukam siebie tutaj, szukam swojego miejsca i swojej zajawki.
Wysiadamy z TransJakarty (system autobusowy opracowany tak jakby był metrem = łatwo się w nim zorientować) i kierujemy się na północ do portu.
Mijamy budynki, których okres świetności już bardzo dawno minął. Czuję się jakbym chodziła po składzie, do którego trafiają nieudane prezenty, niedopasowane do tali sukienki, piękne okulary w których osobie obdarowanej jest nie do twarzy, chybione pomysły na niespodzianki, sprzęt techniczny bez instrukcji obsługi lub części zamiennych. Rzeczy te, potencjalnie piękne, nie są użyteczne, przykrywa je warstwa kurzu, powoli niszczeją. Dachy się zapadają – nie są restaurowane, bo do nikogo nie należą – mentalnie. W zasadzie stanowią jednak najstarszą część tego miasta, ale wybudowaną przez Portugaczyków i Holendrów. Nie mogę otrzepać się z tego wrażenia zaniedbania. Czekam na fragmenty organicznie tutaj stworzone, autentyczne, swojskie, otoczone troską – poszukiwania trwają.
Ujmujący koniec tego dnia to wypełnienie ankiety i rozmowa z ankieterem. Toczy się bowiem w Dżakarcie badanie na ponad 1000 respondentów, badające preferencje przybywających tutaj turystów. Wypełniam ankietę z radością, zastanawiam się co mi ją sprawiło. Być może możliwość podzielenia się swoim wrażeniem, uczucie wysłuchania, chwila odnalezienia się w sytuacji – do tej pory bowiem szukam siebie tutaj, szukam swojego miejsca i swojej zajawki.
z.
Komentarze
Prześlij komentarz