Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Jeszcze w Warszawie, a już w podróży. Dzisiejsze spotkania z ludźmi zdecydowanie wskazują na to, że tryb podróży już jest włączony. Pani aptekarka doradzając jakie leki powinnam kupić opowiadała jednocześnie o swoich licznych podróżach do Singapuru. Pan sąsiad widząc, jak pompuję rower przed blokiem podchodzi, przedstawia się i rozpoczyna rozmowę o wyprawach rowerowych. I o tym, że szuka składu na najbliższą wyprawę do Maroka. Oczy mi się zaświeciły. Powiedziałam, że jeśli do Maroka to tylko w grudniu-styczniu-lutym. Może zrozumiał to jako - Tak, jadę. Choć nie taka była pierwsza moja intencja. Ale to tryb podróży. Takie rzeczy się zdarzają i napędzają koło zamachowe kolejnych niespotykanych wydarzeń. Kupno soczku, który pyta się mnie w języku spod kapsla: "Lecisz z nami?", również.
arivederczi i ahoj przygodo :)
za 12 godzin wylot :)
arivederczi i ahoj przygodo :)
za 12 godzin wylot :)
z.
Komentarze
Prześlij komentarz