Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Czasem tak jest. Po prostu nie wiesz, po co gdzieś jedziesz. Ktoś powiedział, że warto. No to jedziesz, ale w drodze tracisz sens tej podróży. No i tak było z nami. Rully mówił o grupach rowerowych w mieście i o tym, że Syaiful, jego znajomy będzie miał dla nas rowery. Zapomnieliśmy o tym i pytania o sens pozostały.
Umówiliśmy się z Syaifulem na spotkanie. Ustaliliśmy też, że będziemy nocować w domu jego rodziców. Dom był pełnen skarbów - zbiorów z Indonezji i kilku innych krajów , ale też ludzi otwartych na innych. Bandug okazał się miastem, do którego ludzie z Jakarty przyjeżdżają na weekend wypocząć i zjeść. To tu są najlepsze restauracje. Nie były nam potrzebne, bo zostaliśmy na kolacji u rodziców Syaifula.
Czasem warto pojechać do miejsc, w których nic nie ma. I się po prostu zdziwić.
Umówiliśmy się z Syaifulem na spotkanie. Ustaliliśmy też, że będziemy nocować w domu jego rodziców. Dom był pełnen skarbów - zbiorów z Indonezji i kilku innych krajów , ale też ludzi otwartych na innych. Bandug okazał się miastem, do którego ludzie z Jakarty przyjeżdżają na weekend wypocząć i zjeść. To tu są najlepsze restauracje. Nie były nam potrzebne, bo zostaliśmy na kolacji u rodziców Syaifula.
Czasem warto pojechać do miejsc, w których nic nie ma. I się po prostu zdziwić.
| Zadziwił i zafascynował nas dom rodzinny Saiyfula. To zdjęcie to tylko migwka z wieczoru, którego czułam się jakby w magicznym świecie. Ale to historia zasługująca na osobną opowieść (z.) |
a.
Komentarze
Prześlij komentarz