Start jak zwykle (11?) - tym razem ze względu na suszenie namiotu :) deszcz nie padał, ale wilgotność taka, że wszystko i tak mokre - namiot, tropik, pranie :) uroki życia w drodze! Humorki niemrawe (małe śniadanko) ale ruszamy w trasę.
Pierwszą atrakcją na drodze stał się nieoczekiwanie MOR tuż przed zalewem Nielisz. Stajemy na chwilę odpoczynku, patrzę na mapę - o! 20m stąd jest restauracja! Słabo oznaczona, upewniamy się dzieciaków, które okupują ławeczki MORu - tak, jest tam restauracja. Z lekką niepewnością idziemy w kierunku budynku, na którym nie ma oznaczenia, że tu się je. Jest za to napis „Centrum Integracji Społecznej” oferujące różne usługi - od naprawiania maszyn, po organizację wesel. Stołówka codziennie zapewnia inne dania, w sumie nic dla nas - ale: fryteczki i surówka są wszędzie. I kawa również. Wszystko prze-py-szne.
Cieszę się z tego, że w końcu ktoś łączy kropki - i takie miejsca przystankowe na trasie Green Velo są tam, gdzie jest też lokalna ekonomia społeczna. Niby oczywiste, a nie spotykamy tego często.
Dalej czeka nas przyjemny zjazd w dół przy Zalewie Nielisz, przejazd przez wąskie gardło - gdzie po dwóch stronach widzimy wodę, urokliwa kapliczka przy drodze i dalej pagórki.
Taki dzień, który wiedzieliśmy jak się rozpocznie, ale nie wiedzieliśmy, co dalej z nim zrobimy - przystanek w Szczebrzeszynie? Odwiedziny w Guciowie? Wypad do Zamościa? Nocleg w Zamościu? Namioty w Roztoczańskim Parku? Czy nad Stawami Echo?
Wylądowalismy w ośrodku Echo, w domku z dykty za 90plnów :) i jeszcze zdążyliśmy spłynąć Wieprzem - cudownym, leniwym, wijącym się w zieleni Wieprzem.
Nim się ściemniło wróciliśmy do domu, obkupieni dodatkowo w Biedrze zaopatrzonej chyba absolutnie pod kątem przyjezdnych z Warszafki - desery kokosowe, czekolada, awokado i mailnowe pomidorki na poranne guacamole.
Dzień jak codzień - pożegnał nas totalny zachód słońca nad pustym polem namiotowym Echo.





Komentarze
Prześlij komentarz