Pierwszy dzień pedałowania za nami. Co za dzień. W pamięci zostaną dwa główne potężne zaskoczenia.
Zaskoczenie Nr 1 - Na minus: Kto wytycza szlak po takich piachach i żwirach?!
Od Czeremchy aż do Grabarki trasa wiedzie krótkimi, złudnymi fragmencikami asfaltu gładkiego jak patelnia non-stick, przeplatana długimi, męczącymi, odcinkami ni to żwiru ni to piachu. Nasze wąskie opony i obciążone sakwami tyły rowerów wcale nie pomagają w sprawnej jeździe po takim terenie. I to nie wszystko! Bo jeszcze te najgorsze bruzdy, poziome względem kierunku jazdy - karbowana nawierzchnia... jakbyśmy jechali po blasze falistej. Hardcore. Masakra i na pewno nie polecam.
Ale - po każdym podjeździe następuje zjazd :) więc:
Zaskoczenie Nr2 - na plus: Mielnik
Zatrzymaliśmy się tu pod wieczór, już w lepszych nastrojach. W drodze do Mielnika weszliśmy na górę w Grabarce i mieliśmy okazję pocieszyć się po prostu fajnym asfaltem na spokojnych i cichych drogach prowadzących przez lasy i pola.
Pierwsza podstawowa potrzeba - jedzonko - zaspkojona w 110% w małej restaracji Nowa Wczasowa. Pani dobrze rozumiała, na czym nam zależy - poleciła pierogi z soczewicą oraz talerze surówek. Posiłek idealny.
Szukaliśmy tego pola namiotowego, które miało tu na nas w Mielniku czekać... ale okazało się, że ze względu na koronawirusa ośrodek, który oferował i domki i pole, zamknął pole, by goście domków mieli bezpieczniejsze sanitariaty.
Rozważaliśmy rozbicie się na biwakowym miejscu w uroczysku, ale wygrała chęć na ciepły prysznic i ostatecznie wylądowaliśmy w agroturystyce, tuż przy przeprawie promowej, z której zaraz (day2) skorzystamy.
Wieczorkiem mieliśmy okazje jeszcze pojeździć to Mielniku i to miejsce naprawdę jest bogate w atrakcje mniejsze i większe. Kopalnia kredy, Góra Zamkowa, winnice, cerkiew o zachodzie słońca, panorama na Bug, dobrze zaopatrzony Arhelan, opcje kajakowe, park linowy - super, można tu wracać.
Zaskoczenie Nr 1 - Na minus: Kto wytycza szlak po takich piachach i żwirach?!
Od Czeremchy aż do Grabarki trasa wiedzie krótkimi, złudnymi fragmencikami asfaltu gładkiego jak patelnia non-stick, przeplatana długimi, męczącymi, odcinkami ni to żwiru ni to piachu. Nasze wąskie opony i obciążone sakwami tyły rowerów wcale nie pomagają w sprawnej jeździe po takim terenie. I to nie wszystko! Bo jeszcze te najgorsze bruzdy, poziome względem kierunku jazdy - karbowana nawierzchnia... jakbyśmy jechali po blasze falistej. Hardcore. Masakra i na pewno nie polecam.
Ale - po każdym podjeździe następuje zjazd :) więc:
Zaskoczenie Nr2 - na plus: Mielnik
Zatrzymaliśmy się tu pod wieczór, już w lepszych nastrojach. W drodze do Mielnika weszliśmy na górę w Grabarce i mieliśmy okazję pocieszyć się po prostu fajnym asfaltem na spokojnych i cichych drogach prowadzących przez lasy i pola.
Pierwsza podstawowa potrzeba - jedzonko - zaspkojona w 110% w małej restaracji Nowa Wczasowa. Pani dobrze rozumiała, na czym nam zależy - poleciła pierogi z soczewicą oraz talerze surówek. Posiłek idealny.
Szukaliśmy tego pola namiotowego, które miało tu na nas w Mielniku czekać... ale okazało się, że ze względu na koronawirusa ośrodek, który oferował i domki i pole, zamknął pole, by goście domków mieli bezpieczniejsze sanitariaty.
Rozważaliśmy rozbicie się na biwakowym miejscu w uroczysku, ale wygrała chęć na ciepły prysznic i ostatecznie wylądowaliśmy w agroturystyce, tuż przy przeprawie promowej, z której zaraz (day2) skorzystamy.
Wieczorkiem mieliśmy okazje jeszcze pojeździć to Mielniku i to miejsce naprawdę jest bogate w atrakcje mniejsze i większe. Kopalnia kredy, Góra Zamkowa, winnice, cerkiew o zachodzie słońca, panorama na Bug, dobrze zaopatrzony Arhelan, opcje kajakowe, park linowy - super, można tu wracać.
















Komentarze
Prześlij komentarz