Dziś wyjeżdżamy baaardzo wcześnie (= 9:30), ponieważ chcemy na obiad zdążyć do specjalnego miejsca w Pysznicy, gdzie u przyjaciół zatrzymamy się na dwa dni. Trasa krótka, w zasadzie tylko z dwoma przystankami po drodze.
Rudnik nad Sanem - warto przyjechać tu nie-w-sobotę, bo wtedy jest czynna główna atrakcja tego miasta - Centrum Wikliniarstwa. A w sobotę... cóż... mogliśmy tylko pokręcić się po Rynku, gdzie w parczku umieszczono np. smoka Targarianów, Syzyfa odciśniętego w kamieniu, który codziennie wtacza pod górę, czy wielką twarz Mitoraja - tyle że uplecioną z wikliny. "Wkradłam się" również na tyły zamkniętego Centrum (obeszłam od tyłu, przez teren pobliskiej parafii) i jeszcze parę kolejnych wiklinowych stworów udało mi się podpatrzeć (Konia Trojańskiego, Puste Serce i Samotne Krzesło).
Motyw "wkradania się" i podpatrywania przez dziurkę od klucza powtórzył się również w Ulanowie. Tam z kolei jednym z ważnych miejsc jest Kościół Jana Chrzciciela - z zewnątrz ciemny, drewniany, od środka - zaskakujący. Pastelowo turkusowy! Skąd wiem, skoro budynek zamknięty na cztery spusty? Sprawdziłam jedne drzwi, drugie i trzecie. Czwarte też były zamknięte, ale odchyliły się dosłownie na centymetr. Wystarczyło - dla mnie i dla mojego obiektywu :)
Po tej "zdobyczy" jeszcze tylko sprawdziliśmy, jak wygląda miejsce spotkania Tanwii z Sanem. Wyraźnie widać, jak wody jednej łączą się z drugą rzeką i dalej już płyną razem. Po czym pomknęliśmy przed siebie , w przelocie pozwalając sobie na odstępstwo od nowej tradycji (codziennie radlerek 0%) i kupiliśmy na wieczór białe wino Bicykleta oraz wegańskie kiełbaski... bo wieczór zakończyliśmy ogniskiem - ale to już zupełnie inna historia i nie w temacie tego bloga :D




Komentarze
Prześlij komentarz