Dziś przejechaliśmy relatywnie sporo, najdłuższy odcinek podczas tego wyjazdu (biorąc pod uwagę nasz plan, który może się zmieni), myśląc jednak o poprzednich wyjazdach, wcale nie aż tak dużo. Tak czy owak - skończyliśmy zmęczeni i zadowoleni.
Jak zwykle wyjechaliśmy ok. 11... cokolwiek rano nie zaplanujemy i tak startujemy później - więc cały czas staraliśmy się pruć do przodu, by nie rozkładać namiotu znów po ciemku (spoiler alert: nie udało się ;)).
Trasa wytyczona albo spokojnymi drogami przez pola, wioski, wałem wzdłuż Bugu - albo lokalną drogą 816 - w tym fragmencie gdzie ruch jest spokojny, po prostu jezdnią, tam gdzie zaczynają się tiry, bliżej Włodawy - już super ścieżką wzdłuż drogi, wyłożoną kostką bauma, ale przynajmniej płaską.
Dzień zaczęliśmy od zmiany szlaku - by nie wracać się do Terespola (nocowaliśmy tuż za miastem) i by zobaczyć mizar tatarski. Gdy już mieliśmy wychodzić z tego cmentarza usłyszeliśmy potężny wybuch - petarda? Gdzieś na podwórku widziałam dym... ale nie wiem, takiego huku to ja wcześniej nie słyszałam. Uznajmy to za dobry omen - tego dnia mknęliśmy przez kolejne miejscowości szybciutko i sprawnie - z obowiązkowymi przerwami na zwiedzanie drewnianych cerkwii, 0.0% radlery, ogórki kiszone i pizzę.
Z dodatkowych highlightów jeszcze można wspomnieć punkty widokowe - na Bug - tego nigdy za wiele - oraz na... pasące się owce :) co otwiera ciekawy wątkek - jakie atrakcje spotykamy na terenach letniskowo-wiejskich. Parki linowe - wiadomka. Ale: labirynt w polu kukurydzy? Papugarnia? Przejazd limuzyną dookoła jeziora? Wszelkie nowe patenty na wyczarowanie czegoś z "niczego" opiszę w następnych postach.
Dzień skończyliśmy na polu Astur nad Jeziorem Białym. Rowerzysta, którego spotkaliśmy po drodze odradzał nam te okolice. Miał niefart, że zatrzymał się tam podczas weekendu i napotkał tłok. My mamy farta, dużo weekendowych turystów już się stąd zmyło, zostały tylko przyczepy, kolonie i piękne jezioro.




Komentarze
Prześlij komentarz