Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Do Amritsaru ściągają setki tysięcy ludzi. My znaleźliśmy się tutaj, ponieważ to pierwsze większe miasto po przekroczeniu granicy z Paku. Inne osoby ciągną tutaj ze względu na Złotą Świątynię - najważniejsze miejsce pielgrzymkowe dla Sikhów.
Udaliśmy się tam i my, z ciekawością i oczekiwaniem na jakieś głębsze doznanie. I potem, już do końca wyjazdu z tego miasta starałam się uchwycić, co sprawiło, że żadnego duchowego uniesienia nie zaobserwowałam. Nie chodzi nawet o to, że nic nie poczułam. Szłam tam bez intencji. Po prostu patrząc na tłumy, przetaczające się przez świątynię jak w fabryce, nie byłam w stanie dostrzec duchowej refleksji.
Bezpośrednio przy świątyni znajdują się również hangary gościnne dla pielgrzymów. Dla osób, które tam się zatrzymują świątynia to również miejsce noclegu, posiłków, popołudniowych drzemek i codziennej toalety. Dookoła basenu z uświęconą wodą, w której zanurzają się poszczególne osoby, ciągną się krużganki. Tam ludzie spędzają czas, kimają, siedzą i rozmawiają w grupkach. Ponad nimi wesoło furkają zastępy wiatraków. Może to właśnie ten widok sprawił, że rozproszyła się mistyczna aura? Może byliśmy tam w nieodpowiednim momencie lub w nieodpowiednim miejscu?
*** Wieczorem kolejki do głównej relikwii umieszczonej pośrodku jeziora niemalże tak samo długie, jak wcześniej. Coś się jednak zmieniło, słychać namiętne śpiewy. Dobiegają z samego środka. Może to tam dzieje się magia, tylko nam nie chce się stać parę godzin w kolejce, by jej doświadczyć?
P.S. Ze Złotej Świątyni najlepiej zapamiętam stołówkę. Każda pielgrzymująca osoba może tam dostać za darmo ryż z dalem i warzywami oraz słodkawą kaszkę na deser. Każda osoba. W praktyce jest to 60-80 tysięcy osób dziennie, w dni świąteczne więcej. Ponad wejściem słowa, które nastrajają do tego, by nawet takie przyziemne doświadczenie jak spożywanie posiłku potraktować jako lekcję życia: Jem, co jest mi ofiarowane.
Szczegóły praktyczne: Wokół centrum pielgrzymkowego jest wiele hoteli - łącznie z noclegiem za grosze w samej świątyni. My wybraliśmy jednak nieco oddalony od centrum, upadły hotelik. Zysk? Cisza! :)
Bezpośrednio przy świątyni znajdują się również hangary gościnne dla pielgrzymów. Dla osób, które tam się zatrzymują świątynia to również miejsce noclegu, posiłków, popołudniowych drzemek i codziennej toalety. Dookoła basenu z uświęconą wodą, w której zanurzają się poszczególne osoby, ciągną się krużganki. Tam ludzie spędzają czas, kimają, siedzą i rozmawiają w grupkach. Ponad nimi wesoło furkają zastępy wiatraków. Może to właśnie ten widok sprawił, że rozproszyła się mistyczna aura? Może byliśmy tam w nieodpowiednim momencie lub w nieodpowiednim miejscu?
*** Wieczorem kolejki do głównej relikwii umieszczonej pośrodku jeziora niemalże tak samo długie, jak wcześniej. Coś się jednak zmieniło, słychać namiętne śpiewy. Dobiegają z samego środka. Może to tam dzieje się magia, tylko nam nie chce się stać parę godzin w kolejce, by jej doświadczyć?
P.S. Ze Złotej Świątyni najlepiej zapamiętam stołówkę. Każda pielgrzymująca osoba może tam dostać za darmo ryż z dalem i warzywami oraz słodkawą kaszkę na deser. Każda osoba. W praktyce jest to 60-80 tysięcy osób dziennie, w dni świąteczne więcej. Ponad wejściem słowa, które nastrajają do tego, by nawet takie przyziemne doświadczenie jak spożywanie posiłku potraktować jako lekcję życia: Jem, co jest mi ofiarowane.
| Sekcja obierająca czosnek, który trafi zaraz do garów z dalhem dla tysięcy pielgrzymów |
| ...oraz sekcja zajmująca się imbirem |
Szczegóły praktyczne: Wokół centrum pielgrzymkowego jest wiele hoteli - łącznie z noclegiem za grosze w samej świątyni. My wybraliśmy jednak nieco oddalony od centrum, upadły hotelik. Zysk? Cisza! :)
Komentarze
Prześlij komentarz