Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Islamabad = Krzaki ;)

Będąc jeszcze w Lahore przez parę dni nie mogliśmy się zdecydować, w którą stronę dalej ruszyć. Na północ? Na południe? Od razu do Indii? Ta ostatnia opcja odpadła najszybciej. Pakistan jest zbyt fascynujący, by tak po prostu z niego wyjeżdżać. Zasięgaliśmy więc języka wśród innych osób nocujących w Regale Internet Inn (legendarny właściciel Malik był niestety w tym momencie nieobecny), sprawdzaliśmy prognozy pogody, czytaliśmy wiadomości, wertowaliśmy stare przewodniki z lat 90. (nowych ostatnio nikt nie wydaje) i szukaliśmy miejsca, które nas zainspiruje.

Podróż na północ, do doliny Hunzy długo była "pewniakiem" w tej gonitwie wyborów. Nie straszna nam była wciąż nienajlepsza (= chłodna i deszczowa) pogoda - to podnóże Himalajów, więc wiosna i lato przyjdą tam dopiero za miesiąc, dwa. O tym, że ostatecznie tam nie wyjechaliśmy, zadecydowała nasza niechęć do ponownego starania się o NOC, by móc podróżować w tym rejonie i wizja towarzyszących nam na każdym kroku policjantów - przyjaznych, lecz ograniczających naszą swobodę podejmowania decyzji. Taka praca (ciężka i potrzeba), ale im mniej spotkań z policją tym lepiej.

Gdybym z obecną wiedzą planowała jeszcze raz trasę przez Pakistan to wolałabym z Quetty udać się w pierwszej kolejności do Karachi na samym południu. Potem można by swobodnie skakać z miasta do miasta w kierunku północy i nie byłoby dylematu - jechać dwa razy tą samą trasą, czy nie? My (ja?) byliśmy jednak zafiksowani na Lahore, które bezsprzecznie będzie hitem naszego pobytu w Paku i chcieliśmy się tam jak najszybciej znaleźć (why oh why?). Tak oto byliśmy w genialnym Lahore i byliśmy w kropce: nie chcieliśmy zbytnio wracać się znów na południe (przez które zaledwie przemknęliśmy pociągiem i które tonie teraz w upałach), nie chcieliśmy zbytnio bawić się w papierologię na północy i nie chcieliśmy jeszcze do Indii. Zostało więc podróżowanie po Pundżabie. Ostatecznie wybór padł na stolicę - Islamabad i jego okolice.

Jesteśmy więc tu, w stolicy i czuję się jakbyśmy znajdowali się głęboko w lesie. Nie, nie... raczej w krzakach. To najdziwniejsza stolica, jaką kiedykolwiek widziałam. Intencją projektantów Islamabadu było pewnie stworzenie miasta-ogrodu. Pięknego, zaplanowanego w każdym detalu osiedla ludzkiego, harmonijnego, zapewniającego mieszkańcom i mieszkankom kontakt z naturą. Wyszło jak wyszło. A może raczej - powyższe elementy zostały spełnione, ale przypalona zupa przyrządzona w najlepszy sposób nie smakuje dobrze. Coś mi tu nie gra.

Miasto to zostało okrzyknięte w 2015 roku drugą najpiękniejszą stolicą świata (pierwszy Londyn, trzeci Berlin). Sami mieszkańcy zdziwili się słysząc ten werdykt, ale przyjęli do wiadomości i powtarzają z radością dalej. Główne kryteria: tereny zielone, mała gęstość zaludnienia, przemyślane planowanie przestrzenne, rozwinięta infrastruktura.


Wszystko ok - ale co z kryterium: miasto stworzone na miarę spacerującego człowieka? W Islamabadzie bez samochodu ani rusz. Odległości pomiędzy ważnymi elementami miasta są tak duże, że jeśli nie masz dostępu do auta, to utykasz w swoim kwartale i on staje się dla ciebie całym światem. Co więcej, podróżując pomiędzy kwartałami, czuję się jakbym cały czas jeździła przez krzaczory z jednego małego miasteczka do drugiego.

Projektanci w latach 60. zamaszyście stworzyli plan wielkiej metropolii, wpasowanej między starym Rawalpindi a górami Margalla Hills, jako regularną siatkę. Dzisiaj sprawia to wrażenie jabłecznika pociętego na kawałki ostrym nożem. Niby natura i parki narodowe dookoła, a tak tu nienaturalnie.


Fascynująca przestrzeń! W jednym momencie masz wrażenie, że miasto jest wyludnione, puste, że nic w nim nie ma, ale po chwili wjeżdżasz do wnętrza kwartału lub docierasz do parku, punktu widokowego, centrum handlowego, dworca autobusowego i oto otacza się tłum ludzi - korzystających z rozrywek i wygód miasta. Dla tego właśnie wrażenia bycia w pokręconej przestrzeni warto było tu przyjeżdżać. Dla spotkania z małpkami mieszkającymi w parku narodowo-miejskim również.

Tak to Islamabad. W drodze na punkt widokowy ponad miastem.
Kawałek fajnego trekkingu a na szczycie nagroda
w postaci stolicy widocznej jak na dłoni i park, w którym żyją sobie małpki.
Niestety nauczyły się jeść, co im ludzie podrzucą, więc jedzą głównie czipsy i ciasteczka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...