Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Tym razem nie będzie o miejscach tylko o rzeczach i ludziach. W drogę zabraliśmy ich ograniczoną ilość i prawie codziennie weryfikujemy zawartość naszych plecaków. O - to była dobra decyzja, o - to mi się jeszcze nie przydało, o - zamiast tego trzeba było wziąć to. Na ostateczne podsumowanie jeszcze przyjdzie czas, teraz zaś pora na posta sentymentalnego.
Przy okazji korzystania z przedmiotów myślimy również o osobach, które przed podróżą dołożyły się do naszego wyposażenia. W ten sposób mam wrażenie, że nie podróżujemy w dwójkę, ale że jest nas tutaj spora gromadka :) W każdy chłodny wieczór wdzięczna jestem rodzicom, że przed wyjazdem, rzutem na taśmę, dorzucili do mojego plecaka lekką, puchową kurtkę. Zajmuje mało miejsca i korzystam z niej nawet w Indiach. Gdy jemy w środkach transportu sprawdza się nam more-than-a-bag (czyli podkładko-opakowanie na jedzenie wielokrotnego użytku) i wtedy z wdzięcznością myślimy o Basi. Gdy przed jedzeniem czyścimy dłonie i korzystamy z malutkich żeli antybakteryjnych o owocowych zapachach, myślimy o Marcie i dziękujemy, że zadbała o nasze żołądki. O Eli myśleliśmy głównie w Iranie, dzięki temu, że przygotowała dla nas podręczny słowniczek farsi :) tym samym otworzyła nam drogę do wielu ciekawych konwersacji i to było genialne. Gdy nam się nudzi lub chcemy trochę pogimnastykować umysł rozwiązujemy krzyżówki panoramiczne (kilkadziesiąt już na koncie!) i wdzięczni jesteśmy nie Łukaszowi i Marysi, za taką troskę o efektywne spędzanie czasu wolnego :)
Jeśli kogoś pominęłam - również dziękuję :)
Przy okazji korzystania z przedmiotów myślimy również o osobach, które przed podróżą dołożyły się do naszego wyposażenia. W ten sposób mam wrażenie, że nie podróżujemy w dwójkę, ale że jest nas tutaj spora gromadka :) W każdy chłodny wieczór wdzięczna jestem rodzicom, że przed wyjazdem, rzutem na taśmę, dorzucili do mojego plecaka lekką, puchową kurtkę. Zajmuje mało miejsca i korzystam z niej nawet w Indiach. Gdy jemy w środkach transportu sprawdza się nam more-than-a-bag (czyli podkładko-opakowanie na jedzenie wielokrotnego użytku) i wtedy z wdzięcznością myślimy o Basi. Gdy przed jedzeniem czyścimy dłonie i korzystamy z malutkich żeli antybakteryjnych o owocowych zapachach, myślimy o Marcie i dziękujemy, że zadbała o nasze żołądki. O Eli myśleliśmy głównie w Iranie, dzięki temu, że przygotowała dla nas podręczny słowniczek farsi :) tym samym otworzyła nam drogę do wielu ciekawych konwersacji i to było genialne. Gdy nam się nudzi lub chcemy trochę pogimnastykować umysł rozwiązujemy krzyżówki panoramiczne (kilkadziesiąt już na koncie!) i wdzięczni jesteśmy nie Łukaszowi i Marysi, za taką troskę o efektywne spędzanie czasu wolnego :)
Jeśli kogoś pominęłam - również dziękuję :)
Komentarze
Prześlij komentarz