Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pożegnanie z Pakistanem

Nasza krótka wizyta w Pakistanie dobiega końca. Czas podsumowań. Myślałam, że będzie tutaj inaczej i że inaczej będę się tutaj czuła. Jechaliśmy tutaj z zafascynowaniem ale też z niepokojem. Obawiałam się, że nasiąknięta negatywnymi komunikatami z mediów, stanę się tutaj niespokojna i nieufna. Nic z tego. Kolejne osoby spotykane na naszej drodze tworzyły atmosferę bezpieczeństwa i sprawiały, że czuliśmy się w Paku naprawdę dobrze, na miejscu. Zasada otwartego serca naprawdę działa.

Ludzie często pytali, co myślimy o ich kraju. Podtekst oczywisty: Wiemy, co mówi się o Pakistanie za granicą, przekonałaś się, że jest inaczej, prawda? Tak, jest zupełnie inaczej i czuję się zobowiązana, by przekazywać to dalej. I jest mi wstyd, kiedy myślę o tym, że podczas podróży, kiedy spotkaliśmy się z takim dobrym i troskliwym przyjęciem, w Warszawie pobito na ulicy Pakistańczyka ot tak, po prostu, za odcień skóry, religię, pochodzenie.

W drodze wiele osób podchodziło do nas, pozdrawiało i zaczynało rozmowę. Nie wszystkie z tych rozmów pamiętam, nie wszystkie też rozwinęły się w pełny dialog. Czasami przeszkodą był język, czasami po prostu zmierzanie w innym kierunku. Jedną rozmowę jednak zapamiętam na długo. Z pociągu do Lahore, z Naaimem.

Długo musiał przekonywać policjantów, by pozwolili mu usiąść obok nas choć na chwilę (środek zapobiegawczy przed tworzeniem się tłumu dookoła nas - moim zdaniem wyraz nadopiekuńczości). W końcu jednak udało się, usiadł obok i płynną angielszczyzną wypowiedział te zdania, które urywkowo słyszeliśmy w różnych innych sytuacjach od innych osób. Emocje wylały się z ust, każda minuta była ważna, bo miał ograniczony czas, a tak dużo trzeba przekazać.

Witajcie w Pakistanie. Cieszę się, że tu jesteście. Możecie na własne oczy zobaczyć, jak żyjemy, kim jesteśmy. Po powrocie do Polski opowiadajcie innym osobom o tym, czego tu doświadczyliście. Zachęcajcie innych, by nas odwiedzali, by ludzie w końcu przestali wierzyć w ten obraz Pakistanu promowany w mediach na świecie. By sami zobaczyli.
Nie jesteśmy terrorystami. My również padamy ofiarą terrorystów. Widzisz, w taki sam sposób współczuję ludziom z Brukseli, jak i tym [którzy zginęli w zamachu terrorystycznym] w Lahore. I też tak samo jak wy obawiam się, że stanie mi się krzywda lub moim bliskim, ze względu na działania tych, którzy wykorzystują imię mojego boga do swoich celów. Tak samo jesteśmy narażeni na ich złe działania.
W naszej religii padają takie słowa: Uratowanie życia jednemu człowiekowi, to jak uratowanie całej ludzkości. Nie - "muzułmanina", ale po prostu człowieka. Mocno w to wierzę. Studiuję medycynę i jak już będę lekarzem, wyjadę leczyć na wieś - tam, gdzie ludzi nie stać na to, by dostać się do szpitala w mieście. Życie każdego człowieka jest wartościowe - niezależnie od religii. To jest mój przekaz. Zapamiętajcie to i dzielcie się nim, jak wrócicie do Polski.

To właśnie czynię, jeszcze przed powrotem do Polski, ale już jedną nogą w innym kraju. Doświadczenie pakistańskie było krótkie, mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę, by w pełni doznać niesamowitego potencjału tego kraju. I mam nadzieję, że będąc już w domu, w podobny sposób będę potrafiła witać przyjezdnych. Nawet drobne gesty pomocy się liczą, tworzą dobry klimat i sprawiają, że można w obcym kraju poczuć się bezpiecznie. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chwila w Belgradzie

Odbicie w lustrze dworcowej łazienki, 2 minuty później byliśmy już w pociągu. Nie poznaliśmy Belgradu. Może w drodze powrotnej. Widzieliśmy tylko, że jest położony nad piękną rzeką, czyli musi to być fajne miasto. Nie poznaliśmy Belgradu, ale spędziliśmy 2 godziny w okolicy dworca. Wieczorem kręciło się na nim dużo osób, wiele z kocami i śpiworami, tobołkami i torbami. Na twarzach troska przeplata się z uśmiechami. Niektóre osoby się snują, inne dynamicznym i pewnym krokiem przechodzą obok nas. Uchodźcy, emigranci, podróżnicy, ludzie w drodze. Nie poznaliśmy Belgradu, ale zaznaliśmy uprzejmości ludzi. Po dwóch dniach w autobusie i pociągu chciałam wypić herbatę. Nie mieliśmy dinarów, euro tylko w bilonie lub w większych nominałach. Kartą ze względu na awarię netu nie mogliśmy za nic zapłacić. W restauracjach dookoła dworca było tak nakopcone papierosami, że nie mogliśmy przełamać się i na ciepłą herbatę usiąść właśnie tam. Siedzimy więc na dworze przy peronach, przy stoliku w kawiarni,...

Miasto małp

Gdy przyjechaliśmy do Shimli, przywitał nas deszcz. Nie był jednak tak intensywny jak ulewa i burza, która pożegnała nas poprzedniego wieczora w Dharamshali. Znaleźliśmy się wtedy w samym środku zamieszania. Czekaliśmy na dworcu, pioruny uderzały w różnych miejscach doliny, aż w końcu zgasł prąd i wszystko spowiła ciemność rozświetlana przez nieregularne błyskawice. W Shimli o poranku słychać było tylko odległe pomruki, deszcz też nie był taki uciążliwy. Miałam szczerą nadzieję, że już tak pozostanie, ponieważ tutaj chcieliśmy przede wszystkim się zregenerować (...wciąż po Triundzie czuliśmy zakwasy, niewiarygodne). I do tego celu ta miejscówa nadawała się świetnie (nie wiem, czy do czegoś innego również mogłaby się nadać). Deptak Shimli ciągnie się przez parę kilometrów górskim grzbietem. Wyłączono tam ruch samochodowy i jest to najprzyjemniejsza właściwość tej miejscowości. Można spacerować tam i z powrotem, słuchać odgłosów rozmów ludzi a nie klaksonów, odwiedzać oldsc...

Day 15 - Ojcowski PN - Krzeszowice "Zajechani"

Startujemy niespiesznie… choć gdybyśmy wiedzieli, jaki ukrop czeka nas na trasie, pewnie zwinęlibyśmy się szybciej. Przestaliśmy już tak maniakalnie sprawdzać pogodę, gdy okazało się, że największe deszcze już nas nie dotyczą. Wyjeżdżamy z pola o 11 - ale jeszcze na dole przystanek na ciasto z cukinii… i robi się 12. Jak tak wcinamy ciacho i popijamy lemoniadą już czujemy, że dziś będzie hardcore… zaczynamy upraszczać trasę.   Początkowo mieliśmy z Ojcowa wyjechać serpentynką w górę, by potem zjechać triumfalnie w dół - ale jednak wybieramy łagodniejszy podjazd (choć i tak męczący). Mijamy miejscowość Biały Kościół - w której rzeczywiście stał biały kościół i dalej zsuwamy się w dół, trafiając do Doliny Kluczywody.  Tam znów czeka nas decyzja - asfalcik, czy trasą rowerową wzdłuż strumyka? Wybieramy to drugie, by znaleźć się w lesie i początkowo rzeczywiście jest bajecznie… ale chwilę potem okazuje się, że lądujemy w wąwozie, szlak rowerowy prowadzi stromo pod górę, po korze...