Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
O tak! Umiemy już przygotować aloo gobi i dal makhani. Ale po kolei. Dharamshala i jej okolice specjalizują się w kursach różnego rodzaju. Można tutaj uczyć się języka tybetańskiego i medycyny. Zostać tu w tym celu przez rok lub przez tydzień. Można przejść kurs masażu. Adam był blisko, by na jeden z nich się zapisać. Zrezygnował, nie poczuł flow. Ale za to parę dni później wylądowaliśmy w Baghsu na parogodzinnym spotkaniu z gotowaniem z Ritą Kapoor.
Naszym głównym zadaniem było szatkowanie warzyw i robienie notatek. To głównie Rita odczyniała magię nad garnkami. Kto by pomyślał, że imbir rozgniata się w moździerzu z czosnkiem? Kto poczułby różnicę między zwykłym a czarnym kardamonem? A blendowanie pomidorów ze skórką? To bynajmniej nie jest oczywiste. Tak jak i to, że idealny sypki ryż można ugotować w szybkowarze w 15 minut a tajemnica tkwi w odpowiednich proporcjach wody do ryżu (3 do 1).
Jedzenie wyszło pyszne, po raz pierwszy smakował mi dal z czarnej soczewicy i po raz pierwszy zagryzałam ze smakiem zielone malutkie papryczki :) Prawdziwy test efektywności tego kursu czeka nas w domu. Czy nie pominęliśmy w naszych notatkach żadnego kluczowego kroku, który wykonywała Rita? Czy dobrze spisaliśmy proporcje i miary przypraw? Już za miesiąc się o tym przekonamy!
Szczegóły praktyczne:
1. Rita Kapoor prowadzi kursy w swojej kuchni, nad German Bakery, która to restauracja jest na przeciwko świątyni hinduistycznej w Baghsu. Spotkanie trwa 2 godziny (włączając w to spożywanie wspólnie ugotowanych potraw) i kosztuje 500 rupii / osobę. Domyślam się, że przy dłuższych kursach, które też prowadzi (np. 5-dniowe), stawka za dzień spada.
2. Dowiedziałam się również, że nie nauczę się masali dosy będąc w górach - ponieważ istotą przepisu na ten chrupki naleśnik jest proces fermentacji mąki. Mąka najlepiej przegryza się w wysokich temperaturach, w górach jest na to za zimno. Nie jest to niemożliwe, by przygotować dobrą dosę w takich warunkach, ale zajmuje dużo więcej czasu (np. 3 dni).
Naszym głównym zadaniem było szatkowanie warzyw i robienie notatek. To głównie Rita odczyniała magię nad garnkami. Kto by pomyślał, że imbir rozgniata się w moździerzu z czosnkiem? Kto poczułby różnicę między zwykłym a czarnym kardamonem? A blendowanie pomidorów ze skórką? To bynajmniej nie jest oczywiste. Tak jak i to, że idealny sypki ryż można ugotować w szybkowarze w 15 minut a tajemnica tkwi w odpowiednich proporcjach wody do ryżu (3 do 1).
Jedzenie wyszło pyszne, po raz pierwszy smakował mi dal z czarnej soczewicy i po raz pierwszy zagryzałam ze smakiem zielone malutkie papryczki :) Prawdziwy test efektywności tego kursu czeka nas w domu. Czy nie pominęliśmy w naszych notatkach żadnego kluczowego kroku, który wykonywała Rita? Czy dobrze spisaliśmy proporcje i miary przypraw? Już za miesiąc się o tym przekonamy!
Szczegóły praktyczne:
1. Rita Kapoor prowadzi kursy w swojej kuchni, nad German Bakery, która to restauracja jest na przeciwko świątyni hinduistycznej w Baghsu. Spotkanie trwa 2 godziny (włączając w to spożywanie wspólnie ugotowanych potraw) i kosztuje 500 rupii / osobę. Domyślam się, że przy dłuższych kursach, które też prowadzi (np. 5-dniowe), stawka za dzień spada.
2. Dowiedziałam się również, że nie nauczę się masali dosy będąc w górach - ponieważ istotą przepisu na ten chrupki naleśnik jest proces fermentacji mąki. Mąka najlepiej przegryza się w wysokich temperaturach, w górach jest na to za zimno. Nie jest to niemożliwe, by przygotować dobrą dosę w takich warunkach, ale zajmuje dużo więcej czasu (np. 3 dni).
Komentarze
Prześlij komentarz