Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Gdy przyjechaliśmy do Shimli, przywitał nas deszcz. Nie był jednak tak intensywny jak ulewa i burza, która pożegnała nas poprzedniego wieczora w Dharamshali. Znaleźliśmy się wtedy w samym środku zamieszania. Czekaliśmy na dworcu, pioruny uderzały w różnych miejscach doliny, aż w końcu zgasł prąd i wszystko spowiła ciemność rozświetlana przez nieregularne błyskawice.
W Shimli o poranku słychać było tylko odległe pomruki, deszcz też nie był taki uciążliwy. Miałam szczerą nadzieję, że już tak pozostanie, ponieważ tutaj chcieliśmy przede wszystkim się zregenerować (...wciąż po Triundzie czuliśmy zakwasy, niewiarygodne). I do tego celu ta miejscówa nadawała się świetnie (nie wiem, czy do czegoś innego również mogłaby się nadać).
Deptak Shimli ciągnie się przez parę kilometrów górskim grzbietem. Wyłączono tam ruch samochodowy i jest to najprzyjemniejsza właściwość tej miejscowości. Można spacerować tam i z powrotem, słuchać odgłosów rozmów ludzi a nie klaksonów, odwiedzać oldschoolowe kawiarnie, które pamiętają czasy, gdy Shimla była letnią siedzibą Brytyjczyków, przemknąć przez plan kolejnego filmu bollywoodzkiego, oglądać stare kolonialne zabudowania, szperać w małych księgarniach i poczuć się jak w ...Szwajcarii? To kolejna odwiedzana przez nas miejscowość, która rozrosła się na zboczu góry. Domy sprawiają wrażenie jakby spływały w dół niczym lukier, którym polewa się babkę piaskową. Jest ich więcej na górze a mniej na dole - zabudowania układają się tak, jak teren na to pozwoli.
A nad wszystkim góruje Hanuman. Z każdego punktu w mieście widać sylwetkę wielkiej, czerwonej rzeźby boga w ciele małpy. Wybraliśmy się na szczyt, by zwiedzić jego świątynię i obejrzeć pomnik z bliska. Na miejscu okazało się, że Hanuman jest wysoki jak 5-piętrowy wieżowiec i ma swoją obstawę - całe stado małp, które nauczyły się, że w tym miejscu z łatwością znajdą jedzenie. Jednej z nich spodobały się również moje okulary. Dała się jednak przekonać, by wymienić je za jakiś przysmak. Na szczęście okulary nie ucierpiały, mimo że spadły z wysokości paru metrów, a ja nadal mogę widzieć świat ostro. Później, gdy znów byliśmy na deptaku, inna małpka zwinęła nam słodycze i już do końca pobytu w Shimli oglądaliśmy się dookoła, czy gdzieś za rogiem nie czai się jakiś mały, sprytny złodziejaszek.
Szczegóły logistyczne: w Himachal Pradesh między miejscowościami poruszamy się autokarami. Na pociąg przyjdzie czas później, tutaj gdzie jesteśmy nie ma dobrych połączeń kolejowych. Za to autobusów jest do wyboru do koloru. Najlepiej sprawdzają się nam tzw. semi-deluxe bez klimatyzacji. Tani bilet, wygodny fotel, ale mało miejsca na nogi - da radę spać w nocy, czyli mamy wszystko czego potrzebujemy :)
W Shimli o poranku słychać było tylko odległe pomruki, deszcz też nie był taki uciążliwy. Miałam szczerą nadzieję, że już tak pozostanie, ponieważ tutaj chcieliśmy przede wszystkim się zregenerować (...wciąż po Triundzie czuliśmy zakwasy, niewiarygodne). I do tego celu ta miejscówa nadawała się świetnie (nie wiem, czy do czegoś innego również mogłaby się nadać).
Deptak Shimli ciągnie się przez parę kilometrów górskim grzbietem. Wyłączono tam ruch samochodowy i jest to najprzyjemniejsza właściwość tej miejscowości. Można spacerować tam i z powrotem, słuchać odgłosów rozmów ludzi a nie klaksonów, odwiedzać oldschoolowe kawiarnie, które pamiętają czasy, gdy Shimla była letnią siedzibą Brytyjczyków, przemknąć przez plan kolejnego filmu bollywoodzkiego, oglądać stare kolonialne zabudowania, szperać w małych księgarniach i poczuć się jak w ...Szwajcarii? To kolejna odwiedzana przez nas miejscowość, która rozrosła się na zboczu góry. Domy sprawiają wrażenie jakby spływały w dół niczym lukier, którym polewa się babkę piaskową. Jest ich więcej na górze a mniej na dole - zabudowania układają się tak, jak teren na to pozwoli.
A nad wszystkim góruje Hanuman. Z każdego punktu w mieście widać sylwetkę wielkiej, czerwonej rzeźby boga w ciele małpy. Wybraliśmy się na szczyt, by zwiedzić jego świątynię i obejrzeć pomnik z bliska. Na miejscu okazało się, że Hanuman jest wysoki jak 5-piętrowy wieżowiec i ma swoją obstawę - całe stado małp, które nauczyły się, że w tym miejscu z łatwością znajdą jedzenie. Jednej z nich spodobały się również moje okulary. Dała się jednak przekonać, by wymienić je za jakiś przysmak. Na szczęście okulary nie ucierpiały, mimo że spadły z wysokości paru metrów, a ja nadal mogę widzieć świat ostro. Później, gdy znów byliśmy na deptaku, inna małpka zwinęła nam słodycze i już do końca pobytu w Shimli oglądaliśmy się dookoła, czy gdzieś za rogiem nie czai się jakiś mały, sprytny złodziejaszek.
| Adam z krawcem |
| Mały złodziejaszek - i od razu jasne dlaczego balkony zabezpieczone kratą. |
Szczegóły logistyczne: w Himachal Pradesh między miejscowościami poruszamy się autokarami. Na pociąg przyjdzie czas później, tutaj gdzie jesteśmy nie ma dobrych połączeń kolejowych. Za to autobusów jest do wyboru do koloru. Najlepiej sprawdzają się nam tzw. semi-deluxe bez klimatyzacji. Tani bilet, wygodny fotel, ale mało miejsca na nogi - da radę spać w nocy, czyli mamy wszystko czego potrzebujemy :)
Komentarze
Prześlij komentarz