Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
W McLeod przechodzimy przyspieszony kurs historii Tybetu. Początki przedbuddyjskie, przyjęcie buddyzmu i szukanie kolejnych wcieleń Dalajlamy i Panczenlamy, stopniowy rozwój kraju, udane negocjacje z Brytyjczykami, by Wyżyna Tybetańska zachowała autonomię i nie stawała się kolejną kolonią Korony. I buch - ekspansja chińska, utrata niepodległości, wcielenie do obcego państwa, exodus Tybetańczyków. Dalajlama wśród nich - najpierw przez góry dostaje się do Mussoorie, potem powołuje rząd na uchodźstwie w Dharamshali. Indie pozwalają, by okolice te stały się Małą Lhasą, przyjmują uchodźców, podczas gdy w Tybecie Chiny stopniowo osiągają coraz większe wpływy. Osiedlają "swoich" ludzi, eksploatują surowce naturalne, kładą nowe tory kolejowe, by wspierać swój handel i jeszcze zwiększyć tempo "chinizacji". Coraz trudniej Tybetańczykom w Tybecie kultywować swoje zwyczaje, żyć w zgodzie z pieśniami, które wytyczają rytm dnia - pracy i obowiązków domowych. Pieśni giną, a ludzie płoną. Dlatego to ważne, by kultura tybetańska żyła i rozwijała się poza granicami Tybetu. Pieśni tutaj nie brzmią co prawda tak samo (w odczuciu poznanej przelotem Tybetanki), nie są tak głębokie. Ale ktoś musi je zapamiętać i śpiewać, by - gdy Tybet ponownie osiągnie niezależność i wolność - pieśni znów mogły wrócić na swoje miejsce i nieść się wraz z wiatrem po najwyższej wyżynie na świecie zamieszkałej przez ludzi.
Chodzę więc ulicami McLeod i patrzę z szacunkiem na Tybetańczyków dookoła. Czuję, że gdzieś pod tą zbroją utkaną z szacunku boksuje jednak jak zwykle Mała Krytyczka we mnie. Ale uciszam ją. Nie rozumiem tej sytuacji na tyle dobrze, by wydawać osądy. Dlaczego mnisi mają smartfony? Dlaczego oglądają seriale w restauracjach? Dlaczego spędzają czas w kawiarniach i jedzą pyszne dania o każdej porze dnia i nocy? Skąd mają pieniądze? Skąd mają konta bankowe? Dlaczego stoją tutaj obok mnie w kolejce do bankomatu? Ciiii - nic nie wiesz. Kultura się zmienia, czasy się zmieniają, śluby ulegają liftingowi, wszyscy mamy prawo się rozwijać i zmieniać. Smartfon może cię uzależnia - komuś innemu służy jako tuba dla promocji swojej kultury i niezależnych informacji o losach Tybetańczyków. Może ty się wkręcasz w seriale i nimi emocjonujesz - przez kogoś mogą przepłynąć niezauważalnie, jak rzeka, nie mącąc spokoju umysłu. Nic nie wiesz. Każda z osób, które spotykasz na ulicy, toczy walkę, o której nie masz zielonego pojęcia. Więc odnoś się do nich z szacunkiem. Zawsze.
Chodzę więc ulicami McLeod i patrzę z szacunkiem na Tybetańczyków dookoła. Czuję, że gdzieś pod tą zbroją utkaną z szacunku boksuje jednak jak zwykle Mała Krytyczka we mnie. Ale uciszam ją. Nie rozumiem tej sytuacji na tyle dobrze, by wydawać osądy. Dlaczego mnisi mają smartfony? Dlaczego oglądają seriale w restauracjach? Dlaczego spędzają czas w kawiarniach i jedzą pyszne dania o każdej porze dnia i nocy? Skąd mają pieniądze? Skąd mają konta bankowe? Dlaczego stoją tutaj obok mnie w kolejce do bankomatu? Ciiii - nic nie wiesz. Kultura się zmienia, czasy się zmieniają, śluby ulegają liftingowi, wszyscy mamy prawo się rozwijać i zmieniać. Smartfon może cię uzależnia - komuś innemu służy jako tuba dla promocji swojej kultury i niezależnych informacji o losach Tybetańczyków. Może ty się wkręcasz w seriale i nimi emocjonujesz - przez kogoś mogą przepłynąć niezauważalnie, jak rzeka, nie mącąc spokoju umysłu. Nic nie wiesz. Każda z osób, które spotykasz na ulicy, toczy walkę, o której nie masz zielonego pojęcia. Więc odnoś się do nich z szacunkiem. Zawsze.
| W świątyni Dalajlamy, podczas "argumentowania". Każde uzasadnienie dosadnie podkreślanie klaśnięciem. O tak! |
Komentarze
Prześlij komentarz