Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Jesteśmy. Na granicę przybyliśmy w dobrych humorach. Znajoma droga do Wagah, miłe rozmowy w autobusie z kanarem i dziewczynami, które właśnie miały test z chemii, znajome przejście graniczne. Tym razem obyło się bez parad, bez skandowania "Niech żyje Pakistan" i odpowiedzi "Niech żyją Indie" dobiegających z drugiej strony granicy. Po prostu spokojnie, w upale, w pustce szliśmy przed siebie, do końca, na drugą stronę. I oto jesteśmy. W Indiach.
Takie uczucie, że właśnie osiągamy cel podróży, mimo że do jej końca jeszcze spokojnie miesiąc lub więcej. Przebyliśmy z górką 11.000 km lądem, czyli da się. Teraz pozostało nam chłonąć Indie i cieszyć się z realizacji marzenia :)
Na pierwszy ogień przychodzą nam do głowy porównania z Pakistanem. Tutaj jest głośniej, tam jest czyściej, tutaj kobiety jeżdżą na motorach, tam banany są droższe, tutaj tuk-tuk dużo tańszy itp itd. Prosta arytmetyka w podróży. Uproszczona. Mamy jednak tylko swoje doświadczenia pod ręką i to nam musi na ten moment wystarczyć. Tylko żeby pamiętać, że to tylko nasze doświadczenia a nie prawda o miejscu. Jak mantra to sobie powtarzam. Witajcie Indie, czas was lepiej poznać :)
| Jedyne przejście graniczne między Pakistanem a Indiami... niezbyt uczęszczane |
Takie uczucie, że właśnie osiągamy cel podróży, mimo że do jej końca jeszcze spokojnie miesiąc lub więcej. Przebyliśmy z górką 11.000 km lądem, czyli da się. Teraz pozostało nam chłonąć Indie i cieszyć się z realizacji marzenia :)
Na pierwszy ogień przychodzą nam do głowy porównania z Pakistanem. Tutaj jest głośniej, tam jest czyściej, tutaj kobiety jeżdżą na motorach, tam banany są droższe, tutaj tuk-tuk dużo tańszy itp itd. Prosta arytmetyka w podróży. Uproszczona. Mamy jednak tylko swoje doświadczenia pod ręką i to nam musi na ten moment wystarczyć. Tylko żeby pamiętać, że to tylko nasze doświadczenia a nie prawda o miejscu. Jak mantra to sobie powtarzam. Witajcie Indie, czas was lepiej poznać :)

Komentarze
Prześlij komentarz