Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Zmiana planów

Z Konii pojechaliśmy nocnym autobusem do Sivas. Dlaczego do Sivas? Tam nic nie ma - mówi Furkan. To tylko przesiadka - odpowiadamy. Przesiadki i przestrzenie pomiędzy wymykają się jednak wszelkim przewidywaniom - w tym mieście odbyliśmy z Adamem ważną rozmowę.

...a jednak cos fascynujacego znalezlismy :)
Ruiny jednego z pierwszych szpitali w Turcji!
Wyruszając w drogę mieliśmy ogólny plan i parę szczegółowych wydarzeń, których chcieliśmy doświadczyć - m.in. Holi w Indiach (w tym roku to 23 marca). Data ta wyznaczała nam rytm, w jakim mieliśmy przemierzyć kolejne kraje. Jednak już w Turcji poczuliśmy, jak niemiłosiernie szybko gnamy, by sprostać temu pierwotnemu założeniu. Rozważając za i przeciw ustaliliśmy, że zwolnimy i przestaniemy kalkulować dni, byle tylko na czas dotrzeć do Indii. Taka decyzja! Pewnie minie nas kolorowe szaleństwo na indyjskich ulicach - mamy jednak nadzieję, że więcej swobody pozwoli na to, by zadziało się więcej magii po drodze.

W krótkiej perspektywie czasowej ta decyzja o rezygnacji ze "zdążenia na Holi za wszelką cenę" wpłynęła na to, że w Sivas bilety na dalszą podróż kupiliśmy nie do Erzerum a do Trabzon nad morze, gdzie chcemy spędzić dwa dni.

Ciekawe, że po podjęciu takiej ważnej decyzji, świat jakby potrzebował czasu, by zaakceptować tę zmianę i znów osiągnąć równowagę w systemie. Przez chwilę było tak, jakby ktoś rozwalił domek z kart, drobne rzeczy tego dnia przestały się udawać - host odwołał swoje zaproszenie na nocleg w Trabzon, podliczyliśmy wydatki i okazało się, że trochę przekroczyliśmy nasz limit (mimo, że w bajecznych hotelach nie nocujemy - po prostu niedoszacowaliśmy kosztów autobusów). Kulminacją tego dnia były najgorsze miejsca w nocnym autokarze z Sivas do Trabzone, które sprawiły, że nie przespaliśmy tej nocy lecz spędziliśmy ją w "torturach". Na szczęście wraz z początkiem nowego dnia wszechświat "przyzwyczaił się do usuniętego zęba", zaakceptował nowy rozkład uzębienia w szczęce i znów było po prostu ok :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...

Day 5 - Sromowce Wyżne - Nowy Targ "To samo z przesunięciem"

Nim ruszymy, jemy kolejne proste i pyszne śniadanko w wersji vegan - tym razem pyszna owsianka z musem jabłkowym i brzoskwinią, gar herbaty z cytryną i kanapeczki :) Czeka nas jazda przepięknym przełomem Dunajca we mgle i być może w deszczu - więc takie ciepłe i sycące śniadanie na wagę złota! Niby wczoraj przebyliśmy tę samą trasę - tylko w łódce. Ale wrażenie, jakbyśmy byli w całkowicie nowej okolicy. A wszystko przez pogodę - wczoraj słońce, dziś szaro, niskie chmury, lekka mżawka. W efekcie, cieszę się, że teraz jest chłodniej i mokro - bo w ten sposób możemy się na nowo zachwycać tym miejscem. Tym razem w Szczawnicy tylko przystanek na szybką kawę i jedziemy dalej. Jeszcze przez parę kilometrów Velo Dunajec jest fajnie poprowadzona osobnym asfaltem, wijącym się nad rzeką - ale już tutaj zaczynają się fragmenty wzdłuż szosy z autami - zapowiedź tego, co czeka nas przez następne dni. Im dalej od (być może, jeszcze się przekonamy) głównych atrakcji szlaku, tym mniej idealnych tras za...