Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Pakowanie wciąż trwa. Rzeczy leżą przygotowane na ziemi w różnych kupkach, tutaj ubrania, tutaj elektronika, tam apteczka podróżna i leki, w łazience: kosmetyki. Jedzenie na drogę... jeszcze nie upieczone. Miałam zrobić próbne pakowanie, nigdy do tego nie doszło. Mam nadzieję, że się zmieszczę w 45 litrów i nie ugnę się pod ciężarem.
Jestem pod wrażeniem tego, ile dowiedziałam się o świecie i ile praktycznych umiejętności życiowych zdobyłam w ostatnich dniach, przygotowując się do drogi.
Mam rozliczonego (w lutym!) pita, założone e-boki dla opłat za gaz i prąd, stałe zlecenie za czynsz i media. Potrafię _wyliczyć_ ile dokładnie zyskamy korzystając w podróży z konta walutowego (które właśnie założyliśmy) w porównaniu z wypłacaniem z bankomatu za pomocą karty, z której korzystam na codzień. Wiem co to "spread" i już rzadziej mieszają mi się pojęcia takie jak "kupno" i "sprzedaż" obcej waluty, mamy konto w kantorze internetowym. Wiem nawet, jak przechowywać w podróży leki/środki medyczne, które wolą niższe temperatury niż średnia w słoneczny dzień w Indiach w maju. Zaczynam też powoli ogarniać system ubezpieczeń zdrowotnych i na życie... i prawie rozumiem, jak działa służba zdrowia.
Bezcenne - tyle wiedzy o tym, jak funkcjonuje świat w moim najbliższym otoczeniu, ze względu na przygotowywanie się do podroży w odległe rejony. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a podróż już tyle nas nauczyła. Pełna mobilizacja.
Jestem pod wrażeniem tego, ile dowiedziałam się o świecie i ile praktycznych umiejętności życiowych zdobyłam w ostatnich dniach, przygotowując się do drogi.
Mam rozliczonego (w lutym!) pita, założone e-boki dla opłat za gaz i prąd, stałe zlecenie za czynsz i media. Potrafię _wyliczyć_ ile dokładnie zyskamy korzystając w podróży z konta walutowego (które właśnie założyliśmy) w porównaniu z wypłacaniem z bankomatu za pomocą karty, z której korzystam na codzień. Wiem co to "spread" i już rzadziej mieszają mi się pojęcia takie jak "kupno" i "sprzedaż" obcej waluty, mamy konto w kantorze internetowym. Wiem nawet, jak przechowywać w podróży leki/środki medyczne, które wolą niższe temperatury niż średnia w słoneczny dzień w Indiach w maju. Zaczynam też powoli ogarniać system ubezpieczeń zdrowotnych i na życie... i prawie rozumiem, jak działa służba zdrowia.
Bezcenne - tyle wiedzy o tym, jak funkcjonuje świat w moim najbliższym otoczeniu, ze względu na przygotowywanie się do podroży w odległe rejony. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a podróż już tyle nas nauczyła. Pełna mobilizacja.
Komentarze
Prześlij komentarz