Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Wybraliśmy nocne połączenie do Stambułu, po to by móc cały dzień spędzić w Sofii. Tak się ucieszyliśmy na widok słońca i gór ponad miejską panoramą, że od razu po zatrzymaniu się pociągu wyruszyliśmy na miasto... a przydałaby się wtedy chwila refleksji i umieszczenie bagaży w schowku na dworcu. Ale nie - ruszyliśmy dzielnie na miasto i cały dzień szwędaliśmy się z kilkunastoma kilogramami na plecach. Pod koniec dnia było już (mi) naprawdę ciężko...
Najwięcej czasu spędziliśmy na świetny placu miejskim, który rozciąga się przed sofijskim pałacem kultury i nauki. Ten tutejszy wygląda zupełnie inaczej niż ten warszawski. Jest dużo niższy a dookoła niego tętni życie. Co przyciąga tam ludzi? Po prostu harmonijnie rozłożone ławki, zieleń miejska i chodnik z płyt granitowych po których gładko mogą jeździć rolkarze, deskorolkarze i rowerzyści. Ah, gdyby tak w podobny sposób zorganizować przestrzeń przed PKiN-em w miejsce planowanej betonowej pustyni...
Wieczór spędziliśmy spacerując pomiędzy oświetlonymi budynkami - opera, teatr, parlament - wszystkie położone przy jednej ulicy. Przez przypadek natknęliśmy się również na wykopaliska pomiędzy blokami. Inspirujące miejsce na wieczorny spacer z psem lub piwko z ziomkami.
| Adam studiuje mapę od Vicky, dzięki której od razu wiedzieliśmy, gdzie udać się na pyszne wege jedzenie. |
| W drodze do Sun&Moon (pyszne wege jedzenie) mijaliśmy pijalnię z polskimi piwami. |
Najwięcej czasu spędziliśmy na świetny placu miejskim, który rozciąga się przed sofijskim pałacem kultury i nauki. Ten tutejszy wygląda zupełnie inaczej niż ten warszawski. Jest dużo niższy a dookoła niego tętni życie. Co przyciąga tam ludzi? Po prostu harmonijnie rozłożone ławki, zieleń miejska i chodnik z płyt granitowych po których gładko mogą jeździć rolkarze, deskorolkarze i rowerzyści. Ah, gdyby tak w podobny sposób zorganizować przestrzeń przed PKiN-em w miejsce planowanej betonowej pustyni...
| Gładka nawierzchnia zachęca do ewolucji :) |
| Nawadnianie kropelkowe w akcji! |
| Pomnik - częściowo zburzony przez komunistów upamiętniający dzieci walczące podczas II wojny światowej. |
Wieczór spędziliśmy spacerując pomiędzy oświetlonymi budynkami - opera, teatr, parlament - wszystkie położone przy jednej ulicy. Przez przypadek natknęliśmy się również na wykopaliska pomiędzy blokami. Inspirujące miejsce na wieczorny spacer z psem lub piwko z ziomkami.
Komentarze
Prześlij komentarz