Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Dokładnie w takim momencie się znajdujemy: tuż przed wyruszeniem w drogę, niecierpliwi, gotowi, chętni do zmiany stanu skupienia, lecz wciąż uziemieni. Zrobiliśmy już (prawie) wszystko, co chcieliśmy zrobić przed wyjazdem. Teraz tylko czekamy na ostatnią wizę w naszych paszportach. Ready-steady-steady-steady. Prawda, jakie to stresujące?
Mając więcej czasu niż na codzień mogę próbować obserwować emocje, jakie przepływają przeze mnie, gdy tak czekam i czekam na coś, co już nie zależy ode mnie, ale od dobrej woli innych osób. I właśnie to wrażenie, że już nie mam wyboru, tylko mogę czekać, jest najtrudniejsze dla mnie.
Wczoraj Adam zaproponował trzy alternatywne scenariusze tego, co w tej sytuacji jednak możemy zrobić i sama ta świadomość, że mamy pole manewru, przyniosła ulgę. Nawet jeśli jeden ze scenariuszy zakładał wyruszenie z dnia na dzień i pominięcie Iranu w naszej podróży. Zawsze to jednak wybór ...na który jednak nie zdecydowaliśmy się, ponieważ z samego rana przyszła do nas dobra wiadomość - przydzielono nam właśnie magiczny numerek, z którym możemy się starać o wizę irańską. Nasz "Key to Persia". Tak więc jeszcze parę dni poczekamy w Warszawie i pod koniec tygodnia wyjedziemy.
Pytania, z którymi zostaję po tej lekcji: Skąd czerpać spokój wewnętrzny czekając na coś na czym mi zależy, na co nie mam wpływu?
Mając więcej czasu niż na codzień mogę próbować obserwować emocje, jakie przepływają przeze mnie, gdy tak czekam i czekam na coś, co już nie zależy ode mnie, ale od dobrej woli innych osób. I właśnie to wrażenie, że już nie mam wyboru, tylko mogę czekać, jest najtrudniejsze dla mnie.
Wczoraj Adam zaproponował trzy alternatywne scenariusze tego, co w tej sytuacji jednak możemy zrobić i sama ta świadomość, że mamy pole manewru, przyniosła ulgę. Nawet jeśli jeden ze scenariuszy zakładał wyruszenie z dnia na dzień i pominięcie Iranu w naszej podróży. Zawsze to jednak wybór ...na który jednak nie zdecydowaliśmy się, ponieważ z samego rana przyszła do nas dobra wiadomość - przydzielono nam właśnie magiczny numerek, z którym możemy się starać o wizę irańską. Nasz "Key to Persia". Tak więc jeszcze parę dni poczekamy w Warszawie i pod koniec tygodnia wyjedziemy.
Pytania, z którymi zostaję po tej lekcji: Skąd czerpać spokój wewnętrzny czekając na coś na czym mi zależy, na co nie mam wpływu?
Komentarze
Prześlij komentarz